poniedziałek, 17 października 2016

wizyta u teściów



Prawie co tydzień jeździmy z dwójką  dzieci do teściów. Rodzice męża zostali sami na gospodarce, chociaż mieli sześcioro dzieci. Mąż Bartek był najmłodszym ich dzieckiem. Pozostałe rodzeństwo już od dawna założyło swoje rodziny i zamieszkali daleko od domu. Przyjeżdżają tylko na uroczystości rodzinne lub święta. My natomiast mieszkamy bliziutko, dlatego często ich odwiedzamy. Na początku teściowa okazywała mi niechęć lecz po paru latach zaakceptowała mnie. Byłam wychowanką domu dziecka. Nie ukończyłam studiów tylko liceum. Potem od razu poszłam do pracy w sklepie. Mąż rozwoził towary i w ten sposób poznaliśmy się. Ja nadal zajmuje się sprzedawaniem, a Bartek jeździ tirami po całej Polsce rozwożąc towar. Od roku mam prawo jazdy z czego bardzo się cieszę. Mamy Forda, z którego często korzystam. Nawet teściową kilka razy zawiozłam do lekarza. Na początku bała się ze mną jechać. Po kilku przejażdżkach nabrała  ufności. Pewnego razu jak zwykle zajechaliśmy do rodziców. Nikt nie wyszedł nam na przywitanie. Siedmioletnie bliźniaczki  Paulinka i Krysia pobiegły do domu. Drzwi były zamknięte, ale Bartek ma klucze zapasowe i otworzył mieszkanie. Z pokoju usłyszeliśmy kichanie i kaszel. Obydwoje mieli wysoką gorączkę. Od razu zrobiłam gorącą malinową herbatkę i dałam leki obniżające temperaturę ciała. Na obiad ugotowałam rosół, który bardzo lubią. Na deser wyjęłam pyszne ciasteczka francuskie posypane sezamem marki  Dr. Gerarda. Zawsze im coś słodkiego kupujemy. Teściowa zażyczyła sobie tylko produkty Dr. Gerarda. Zadowolona jestem z takiego wyboru, ponieważ też jestem smakoszem tych wypieków. Razem z córkami posprzątaliśmy w łazience i w kuchni. Dopiero wieczorem mieliśmy więcej czasu na podsumowanie całego tygodnia.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz