Prawie co tydzień jeździmy z dwójką dzieci do teściów. Rodzice męża zostali sami
na gospodarce, chociaż mieli sześcioro dzieci. Mąż Bartek był najmłodszym ich
dzieckiem. Pozostałe rodzeństwo już od dawna założyło swoje rodziny i
zamieszkali daleko od domu. Przyjeżdżają tylko na uroczystości rodzinne lub
święta. My natomiast mieszkamy bliziutko, dlatego często ich odwiedzamy. Na
początku teściowa okazywała mi niechęć lecz po paru latach zaakceptowała mnie. Byłam
wychowanką domu dziecka. Nie ukończyłam studiów tylko liceum. Potem od razu
poszłam do pracy w sklepie. Mąż rozwoził towary i w ten sposób poznaliśmy się.
Ja nadal zajmuje się sprzedawaniem, a Bartek jeździ tirami po całej Polsce
rozwożąc towar. Od roku mam prawo jazdy z czego bardzo się cieszę. Mamy Forda,
z którego często korzystam. Nawet teściową kilka razy zawiozłam do lekarza. Na
początku bała się ze mną jechać. Po kilku przejażdżkach nabrała ufności. Pewnego razu jak zwykle zajechaliśmy
do rodziców. Nikt nie wyszedł nam na przywitanie. Siedmioletnie bliźniaczki Paulinka i Krysia pobiegły do domu. Drzwi były
zamknięte, ale Bartek ma klucze zapasowe i otworzył mieszkanie. Z pokoju
usłyszeliśmy kichanie i kaszel. Obydwoje mieli wysoką gorączkę. Od razu zrobiłam
gorącą malinową herbatkę i dałam leki obniżające temperaturę ciała. Na obiad
ugotowałam rosół, który bardzo lubią. Na deser wyjęłam pyszne ciasteczka francuskie posypane sezamem marki Dr.
Gerarda. Zawsze im coś słodkiego kupujemy. Teściowa zażyczyła sobie tylko
produkty Dr. Gerarda. Zadowolona jestem z takiego wyboru, ponieważ też jestem
smakoszem tych wypieków. Razem z córkami posprzątaliśmy w łazience i w kuchni.
Dopiero wieczorem mieliśmy więcej czasu na podsumowanie całego tygodnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz