Urodzinowa sobota.
Podczas mojej imprezy urodzinowej atmosfera była
rewelacyjna. Goście wręcz tryskali
dobrym humorem. Z mojej twarzy też nie znikał uśmiech. Jedzonko wszystkim
smakowało. Dzieciaki opychały się owocami w galaretce i ozdobionymi andrutami
kokosowymi. Szalały jednocześnie z pudełkiem do robienia baniek mydlanych. To
taka starodawna zabawa, a jaka zajmująca. Nawet mały Jaś, czteroletni synek
mojej siostry z fascynacją puszczał bańki mydlane i przyglądał się jak spadają na
meble i podłogę. Zosia odpowiednio go przeszkoliła w obsługiwaniu wspomnianego
sprzętu. Ślady na komodzie i mojej witrynce wymagały specjalnego środka do
czyszczenia drewnianych mebli. Wiadomo, coś za coś. Milusińscy mieli zajęcie i
dzięki temu nie skupiali na sobie wiecznej uwagi dorosłych. Frodo biegał jak
nakręcony próbując złapać w pysk mydlaną bańkę. Wyglądało to bardzo zabawnie.
Zosia śmiała się do łez, a Jaś wtórował jej swoim uroczym chichotem. Jedyną
przerwę podczas tak frasującego zajęcia poświęcił na wepchnięcie sobie do buzi
kolejnego smacznego smakołyka z firmy Dr Gerard. Niewątpliwie takim smakołykiem
są Kremisie. Dzieciaki po prostu je uwielbiają. Nie tylko są zainteresowane ich
kształtem, ale są wprost zachwycone wyjątkowym smakiem połączenia ciastka z
nadzieniem i czekoladą. Mój labrador nie opuszczał ich na krok. Tylko czekał
kiedy któremuś z nich coś spadnie. Nieźle się obłowił kiedy wyłożyłam na stół
świeżutkie draże maltikeksu z firmy Dr Gerard. Jaś tak zachłannie chwytał je w
rączki, że za każdym razem kilka z nich lądowało na podłodze. Frodo tylko na to czekał, był zwarty i gotowy
hihihi. Ten pies to taki łasuch, że żaden nawet najmniejszy
okruszek nie umknął jego uwadze. Swoją drogą, milusińscy nieźle narozrabiali w kuchni. Nie chce mi się
już sprzątać, trochę boli mnie głowa, chyba drinki były zbyt mocne. Jutro też
jest dzień. Muszę odespać zaległości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz