Szanowna sąsiadeczka, znając moje zamiłowanie do pysznych,
słodkich, a nade wszystko własnej roboty wyrobów, zaprosiła mnie na rytuał smażenia
powideł ze śliwek węgierek, moich ulubionych.
Znając panią Wandę, zapewne wyciągnie jakiegoś asa z rękawa
tzn. coś pysznego przygotowanego wcześniej do kawy. Ale ja również nie
pozostaję dłużny i przychodzę ze swoim asem w kieszeni tj. Dr Gerardem. Tym
razem będąc okazyjnie na zakupach, tuż przy samej kasie wpadły mi w oko
PRYNCYTORCIK. Jest to okrągły, wielokrotnie przełożony pysznym nadzieniem
wafelek, tak jak prawdziwy tort, i oblany jeszcze smaczniejszą polewą czekoladową.
Obok leżały jeszcze CIASTKA FRANCUSKIE POSYPANE SEZAMEM Dr
Gerarda, a co tam, raz się żyje!
Gdy stawiłem się na umówioną godzinę, szanowna sąsiadka była akurat
w trakcie czyszczenia śliwek z pestek i sprawdzania ich pod kątem robaków. Nie
zastanawiając się dłużej, wziąłem nóż w ręce i przystąpiłem do pomocy, gdyż co
cztery ręce to nie dwie.
Błyskawicznie oczyściliśmy śliwki, które umyte powędrowały od
razu do odpowiedniego garnka na kuchenkę do smażenia. Śliweczki pyr, pyr, pyr,
a pani Wanda w tym czasie zrobiła kawkę. Zasiedliśmy do stołu i oczywiście nie
pomyliłem się, mówiąc, że będzie miała niespodziankę do kawy.
Zaproponowałem, iż ja będę częstował się jej wyrobem, a ona
moimi od Dr Gerarda i tak zajadając się słodkościami, wsłuchiwaliśmy się w muzykę
wydobywającą się z garnka na gazówce. Pyr, pyr, pyr…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz