wtorek, 25 października 2016

„Smażenie powideł śliwkowych u sąsiadki.”


Szanowna sąsiadeczka, znając moje zamiłowanie do pysznych, słodkich, a nade wszystko własnej roboty wyrobów, zaprosiła mnie na rytuał smażenia powideł ze śliwek węgierek, moich ulubionych.

Znając panią Wandę, zapewne wyciągnie jakiegoś asa z rękawa tzn. coś pysznego przygotowanego wcześniej do kawy. Ale ja również nie pozostaję dłużny i przychodzę ze swoim asem w kieszeni tj. Dr Gerardem. Tym razem będąc okazyjnie na zakupach, tuż przy samej kasie wpadły mi w oko PRYNCYTORCIK. Jest to okrągły, wielokrotnie przełożony pysznym nadzieniem wafelek, tak jak prawdziwy tort, i oblany jeszcze smaczniejszą polewą czekoladową.

Obok leżały jeszcze CIASTKA FRANCUSKIE POSYPANE SEZAMEM Dr Gerarda, a co tam, raz się żyje!

Gdy stawiłem się na umówioną godzinę, szanowna sąsiadka była akurat w trakcie czyszczenia śliwek z pestek i sprawdzania ich pod kątem robaków. Nie zastanawiając się dłużej, wziąłem nóż w ręce i przystąpiłem do pomocy, gdyż co cztery ręce to nie dwie.

Błyskawicznie oczyściliśmy śliwki, które umyte powędrowały od razu do odpowiedniego garnka na kuchenkę do smażenia. Śliweczki pyr, pyr, pyr, a pani Wanda w tym czasie zrobiła kawkę. Zasiedliśmy do stołu i oczywiście nie pomyliłem się, mówiąc, że będzie miała niespodziankę do kawy.

Zaproponowałem, iż ja będę częstował się jej wyrobem, a ona moimi od Dr Gerarda i tak zajadając się słodkościami, wsłuchiwaliśmy się w muzykę wydobywającą się z garnka na gazówce. Pyr, pyr, pyr…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz