Następnego dnia zaraz po pracy tak jak ustalił sobie pan
Witold udał on się do sklepu wędkarskiego. Tu na chwilę zatrzymał się przed
witryną sklepową i zaczął ją uważnie lustrować. W kącie jej zauważył kołowrotek
taki właśnie o jaki mu chodziło i nie zastanawiając się już dłużej wszedł do
sklepu. Tu przy ladzie właśnie był obsługiwany klient i pan Witold ustawił się
w kolejce. Nie trwało to długo gdy przyszła kolej na niego. Zamienił on kilka
słów ze sprzedawcą gdyż znali się z koła wędkarskiego i kiedyś nawet się
mierzyli razem o jego mistrzostwo. Teraz poprosił on o kołowrotek taki jaki
dostrzegł na wystawie, a sprzedawca mu go podał. Po uważnym oglądnięciu, kupił
go. Następnie wyciągnął kartkę i odczytując z niej potrzebne mu rzeczy zakupił
je. Po dotarciu do domu zjadł szybko obiad i jeszcze zakąsił tak lubianymi
przez niego pryncypałkami od jego zdaniem najlepszego producenta łakoci jakim
jest Dr Gerard. Wreszcie wziął saperkę i pudełko i ruszył na skraj lasu gdzie
zawsze gdy jedzie na ryby to idzie nakopać robaki. Nakopał ich pół pudełka i
uznał, że tyle wystarczy. Teraz już tak przygotowany oczekiwał jutrzejszego
dnia, czyli dnia wyjazdu. Wreszcie nadeszła sobota, dzień wyjazdu. Pan Witold
wstał wcześnie rano i nie budząc żony udał się do łazienki w celu odświeżenia,
następnie udał się do kuchni i zaczął przygotowywać sobie śniadanie. Po jego
zjedzeniu zaczął przygotowywać prowiant na wyjazd. Do chlebaka oprócz kanapek
zapakował także swoje ulubione łakocie pryncypałki od producenta Dr Gerard. Tak
uzbrojony udał się po kolegów. Na miejsce w którym to mieli łowić ryby dotarli
w godzinę i od razu zabrali się za ich połów. Jako pierwszy miał branie pan
Witold, złowił on dorodnego szczupaka. Jego koledzy także złowili kilka ryb i
uznali zarówno dzień jak i połów za udany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz