Usiadłem na kanapie
i przecierałem oczy – nie wiem, czy z wrażenia, czy z powodu takiego jak zawsze
kiedy się budzę… Myślałem o tym, gdzie się znajduję… Co się wokół dzieje, czy
to jest rzeczywistość, czy koszmar… Po chwili dotarło do mnie, że jestem u
siebie w domu i siedzę na własnym łóżku. A to co przed chwilą się działo, to
był niezwykły sen, który nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek logiką! Przynajmniej
– jeszcze teraz nie ma nic wspólnego – bo za ileś tam – set lat… To kto tam
wie…
Słońce mocno
świeciło mi prosto w oczy. Mama kiedyś mówiła mi, że jeśli chce się zapamiętać
sen, to zaraz po przebudzeniu nie należy spoglądać na okno. Nie wiem do tej pory,
czy to kolejny zabobon, czy faktycznie coś w tym jest… Z tych nocnych koszmarów
wiedziałem tylko tyle, że śniły mi się jakieś rzeczy nieprawdopodobne, ale
niczego nie mogłem sobie przypomnieć. Może rzeczywiście coś jest z tym oknem…?
Wziąłem prysznic. Później zrobiłem sobie herbatkę z miłorzębu japońskiego, lecz
pamięć mimo to była oporna. Sięgnąłem po ciastko Dr. Gerarda… Rozjaśniają
umysł, to może pomogą mi i teraz… Trick kakaowy smakował wybornie! Po chwili
zacząłem sobie wszystko kojarzyć.
Zadzwoniłem do
Jaśka, aby dowiedzieć się czy u niego wszystko w porządku… Spał jeszcze.
Zgłosił się, ale zaczął coś bełkotać. Po kilku minutach tej pseudo rozmowy,
dowiedziałem się, że głowa pęka mu z bólu. W końcu doszedł nieco do siebie.
Opowiadał, że po moim wyjściu, poszedł jeszcze do Wacka. Pomyślał sobie, że
pojedziemy we trzech na grzyby. Wacek bardzo się z propozycji Jaśka ucieszył.
Na to konto zjedli trochę ciastek – Dr. Gerard. Były różne, ale dominowały Pryncypałki.
Jaśkowi posmakowały te co ja przyniosłem, to zabrał do Wacka dwie paczki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz