poniedziałek, 17 października 2016

grzybobranie



Mój mąż bardzo lubi chodzić do lasu na grzyby. Natomiast ja nie znam się zupełnie na grzybobraniu. Wyprawę do lasu traktuje jako przyjemny, odprężający spacer. Często biorę ze sobą naszą małą pięcioletnią Kasię. Podoba jej się bieganie i zbieranie różnych szyszek. Czasami oglądamy skaczącą po drzewach rudą wiewiórkę. Pewnego razu córka pierwsza zobaczyła czarne worki koło drzewa. Parę dni temu nie było tutaj tych śmieci. Ja trochę zdenerwowałam się zaśmiecaniem pięknego lasu. Kasia od razu zapytała co to jest, dlaczego w lesie. Trudno dziecku wytłumaczyć złe postępowanie dorosłych ludzi. Córka jest wyjątkową gadułą i zadaje wiele  skomplikowanych pytań. Przy niej  trudno się nudzić. Wieczorem opowiedziałam mężowi o tym zdarzeniu i też zdenerwował się. Na drugi dzień zgłosił o tym wysypisku do gminy. Trudno znaleźć winnych po samych workach. Pogoda uległa pogorszeniu z powodu deszczu i chłodniejszych dni. Z tego względu rzadziej spaceruje po lesie. Natomiast Andrzej chodzi swoimi dróżkami i zawsze przyniesie trochę grzybów. Od razu przebieram je, myję, czyszczę, wyrzucam robaczywe, a resztę marynuje w occie, suszę lub po gotowaniu duszę na patelni z cebulką i jajkiem. W każdej postaci lubimy grzybki. Zawsze parę słoiczków  zamarynowanych grzybków zawozimy moim rodzicom. W najbliższą sobotę pojechaliśmy na urodziny młodszej siostry Małgosi. Na tą okoliczność upiekłam ciasto, które zniknęło z talerzyka bardzo szybko. Widocznie im smakowało. Do przełożenia ciasta użyłam biszkopty morelowo śmietankowe marki Dr. Gerarda. One to w szczególności wpłynęły na jakość wypieku. Zamiast ciężkiej masy ubiłam kremówkę z rozpuszczoną żelatyną. Na wierzch rozsmarowałam wcześniej zrobioną polewę i udekorowałam drobno pokruszonymi pryncypałkami produkcji Dr. Gerarda.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz