Mój mąż bardzo lubi chodzić do lasu na grzyby. Natomiast ja nie
znam się zupełnie na grzybobraniu. Wyprawę do lasu traktuje jako przyjemny,
odprężający spacer. Często biorę ze sobą naszą małą pięcioletnią Kasię. Podoba
jej się bieganie i zbieranie różnych szyszek. Czasami oglądamy skaczącą po
drzewach rudą wiewiórkę. Pewnego razu córka pierwsza zobaczyła czarne worki
koło drzewa. Parę dni temu nie było tutaj tych śmieci. Ja trochę zdenerwowałam
się zaśmiecaniem pięknego lasu. Kasia od razu zapytała co to jest, dlaczego w
lesie. Trudno dziecku wytłumaczyć złe postępowanie dorosłych ludzi. Córka jest
wyjątkową gadułą i zadaje wiele skomplikowanych pytań. Przy niej trudno się nudzić. Wieczorem opowiedziałam
mężowi o tym zdarzeniu i też zdenerwował się. Na drugi dzień zgłosił o tym wysypisku
do gminy. Trudno znaleźć winnych po samych workach. Pogoda uległa pogorszeniu z
powodu deszczu i chłodniejszych dni. Z tego względu rzadziej spaceruje po
lesie. Natomiast Andrzej chodzi swoimi dróżkami i zawsze przyniesie trochę
grzybów. Od razu przebieram je, myję, czyszczę, wyrzucam robaczywe, a resztę
marynuje w occie, suszę lub po gotowaniu duszę na patelni z cebulką i jajkiem. W
każdej postaci lubimy grzybki. Zawsze parę słoiczków zamarynowanych grzybków zawozimy moim
rodzicom. W najbliższą sobotę pojechaliśmy na urodziny młodszej siostry Małgosi.
Na tą okoliczność upiekłam ciasto, które zniknęło z talerzyka bardzo szybko.
Widocznie im smakowało. Do przełożenia ciasta użyłam biszkopty morelowo
śmietankowe marki Dr. Gerarda. One to w szczególności wpłynęły na jakość wypieku.
Zamiast ciężkiej masy ubiłam kremówkę z rozpuszczoną żelatyną. Na wierzch
rozsmarowałam wcześniej zrobioną polewę i udekorowałam drobno pokruszonymi
pryncypałkami produkcji Dr. Gerarda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz