W mediach „bębnią”,
że lasy obrodziły w grzyby. Usłyszałem o tym kilka razy w tv. Jasiek mówił mi,
że w radiu też o tym gadali… Z ciekawości poszedłem na rynek by naocznie się o
tym przekonać, bo podobno - „telewizja kłamie”. Rzeczywistość jednak potwierdzała
ten fakt. Bazar „zasypany” był grzybami! Z Jaśkiem zgadaliśmy się, że może
wybralibyśmy się, w jakieś stare, dobre miejsce… Ostatnio na grzybach, to byłem
chyba ponad 10 lat temu – jeszcze jak w pracy organizowano wycieczkę z
„socjalnego”. Pamiętam dokładnie ten wyjazd, ale nie dlatego że był to ostatni
tego typu zbiorowy „wypad” na zbiory leśnego runa, tylko utkwiło mi w głowie
to, że zaraz po wyjeździe podzieliliśmy się na dwie grupy – bo jedni
zaplanowali sobie, że pójdą sobie w jedną stronę – a drudzy w przeciwną. Zawsze
w takich przypadkach jestem po stronie kierowcy autokaru. I zawsze dobrze na
tym wychodzę! Przekonałem się o tym dobitnie właśnie wtedy, gdyż druga część
naszej wyjazdowej ekipy zmuszona była wracać do domu pociągiem – i to jeszcze z
przesiadką! Ale więcej o tym, może kiedy indziej…
Z Jaśkiem doszliśmy
do wniosku, że przez „komórkę” to tak się nie ugadamy na to grzybobranie –
trzeba się spotkać, usiąść i pogadać jak „chłop z chłopem”! Po losowaniu
okazało się, że mamy spotkać się u Jaśka. Miałem do niego 5 minut. Po drodze
wszedłem tylko do sklepu, żeby kupić jakieś dobre ciastka Dr. Gerard.
Rozjaśniają one umysł i poprawiają kreatywność. Kupiłem – Pryncypałki i -Andruty
kokosowe. Jasiek już niecierpliwie mnie wyczekiwał. Jak zobaczył mnie, to
uśmiech radosny miał od ucha do ucha. A na widok ciastek – cieszył się jak
dziecko!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz