Piątek. Końcówka października. Ja,
poczciwa mocno zapracowana Anna, wracam z pracy. Nareszcie. Jednak kilka zadań
przede mną. Jestem głodna, jednak nie wystarczy szybka kanapka z okienka.
Domowa lodówka pracuje za darmo, nie ma czego chłodzić. Oznacza to - ZAKUPY.
Odwiedzam zatem supermarket, a tam ... świąteczny wystrój, świąteczna muzyka
... white christmas i te sprawy. Niby miło, ale połączenie wspomnień świąt i
zmęczeniowego poirytowania kojarzy mi sie tylko ze świątecznymi obowiązkami
"przykładnej pani domu". Odkurzanie, mycie itp. Koszmar! A potem
jeszcze zadania kuchenne! Czy klimat Świąt, przez duże "Ś" kiedyś
powróci? Od nastu lat kojarzy mi się tylko z durnymi obowiązkami. Najszybciej,
jak tylko da radę, opuszczam "świąteczny" supermarket. Ale to nie
koniec skojarzeń. Koszmar trwa. Zapewne wy również ulegacie skojarzeniom reklam
przydrożnych. Żółta tablica z czarną czcionką, sądzisz, że to ważna informacja
drogowa, objazd czy coś. A tu: "Pranie dywanów i mycie okien". . Do tego oczywiście
dojazd gratis. Warto wspomnieć - najtaniej! Jeszcze parę minut i będę w domu.
Czy oprócz doładowania lodówki czekają mnie również długo przedświąteczne, generalne porządki?
Nie, nie, nie. Robię wszystko by o tym nie myśleć. Nie mam już siły. Mikrofala
przyrządza dla mnie wyśmienitą kuchnie indyjską. Kurczak Masala coś tam.
Wszystko w 5 minut. O! Jedzenie gotowe.
Smacznego! Najlepszym sposobem na relaks jest dobra muzyka i coś
słodkiego. Coś wyjątkowego bez żadnego wysiłku i przygotowania.
Na pewno świetnie sprawdzą się pryncytorcik z firmy Dr Gerard i ciasteczka
francuskie posypane sezamem. Olejcie sprzątanie. Oto moje rozwiązanie na
odwieczne świąteczne problemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz