środa, 26 października 2016

Jestem zmęczona

Piątek. Końcówka października. Ja, poczciwa mocno zapracowana Anna, wracam z pracy. Nareszcie. Jednak kilka zadań przede mną. Jestem głodna, jednak nie wystarczy szybka kanapka z okienka. Domowa lodówka pracuje za darmo, nie ma czego chłodzić. Oznacza to - ZAKUPY. Odwiedzam zatem supermarket, a tam ... świąteczny wystrój, świąteczna muzyka ... white christmas i te sprawy. Niby miło, ale połączenie wspomnień świąt i zmęczeniowego poirytowania kojarzy mi sie tylko ze świątecznymi obowiązkami "przykładnej pani domu". Odkurzanie, mycie itp.  Koszmar! A potem jeszcze zadania kuchenne! Czy klimat Świąt, przez duże "Ś" kiedyś powróci? Od nastu lat kojarzy mi się tylko z durnymi obowiązkami. Najszybciej, jak tylko da radę, opuszczam "świąteczny" supermarket. Ale to nie koniec skojarzeń. Koszmar trwa. Zapewne wy również ulegacie skojarzeniom reklam przydrożnych. Żółta tablica z czarną czcionką, sądzisz, że to ważna informacja drogowa, objazd czy coś. A tu: "Pranie dywanów  i mycie okien". . Do tego oczywiście dojazd gratis. Warto wspomnieć - najtaniej! Jeszcze parę minut i będę w domu. Czy oprócz doładowania lodówki czekają mnie również  długo przedświąteczne, generalne porządki? Nie, nie, nie. Robię wszystko by o tym nie myśleć. Nie mam już siły. Mikrofala przyrządza dla mnie wyśmienitą kuchnie indyjską. Kurczak Masala coś tam. Wszystko w 5 minut. O! Jedzenie gotowe.  Smacznego! Najlepszym sposobem na relaks jest dobra muzyka i coś słodkiego.   Coś wyjątkowego bez żadnego wysiłku i przygotowania. Na pewno świetnie sprawdzą się pryncytorcik z firmy Dr Gerard i ciasteczka francuskie posypane sezamem. Olejcie sprzątanie. Oto moje rozwiązanie na odwieczne świąteczne problemy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz