Powiedziałem Basi,
że miałem pójść do nich, bo na jutro potrzebny będzie mi ten kosz. Ale telepatia
zadziałała w należyty sposób i Basia oddała go nam w odpowiednim czasie. Kosz
koszem… Ale te – jak to Basia nazywa – słodkie „paszteciki” które przy tej
okazji nam sąsiadka przyniosła, to było coś niezwykłego! Resztki podobno
smakują najbardziej – a te smakołyki zostały zrobione z samych resztek właśnie.
Stwierdziłem że zaraz dokonam przeglądu mieszkania, w celu przeszukania i ewentualnego
odnalezienia pozostałości jakich ciastek w opakowaniach. Aśka przecież co dzień
kupuje jakieś produkty Dr. Gerard! A i mnie nie rzadko się zdarza, że też coś
smakowitego kupię – na przegryzkę… Wstałem od stołu i zacząłem przeglądać te
zakamarki, w których moja żona mogła schować takie pojedyncze ciasteczka. Aśka
natychmiast wyczuła moje intencje i zaczęła coś mruczeć pod nosem – jak zwykle
w takich przypadkach. Dobrze że była Basia, to Aśka hamowała się ze swoimi
gderliwymi uszczypliwościami. No i znalazłem – cały worek opakowań! A w każdym
z nich, po 1-2 ciastka. Co tam było…
- Pryncypałki
-Maltikeks
-Kremisie
- Pryncytorcik
-Andruty kokosowe
- Trick śmietankowy
- Trick kakaowy
-Ciastka francuskie posypane sezamem
Uzbierało się tego pół miski! Poprosiłem Basię, aby
nadzorowała moje poczynania. By była „szefem produkcji”. Chętnie się zgodziła i
„kruszynki udały się. Nie miałem czekolady, ale za to obtoczyłem moje kuleczki
startymi orzechami. Smakowały równie wybornie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz