poniedziałek, 31 października 2016

Kulki w wiórkach orzechowych - jak "paszteciki" Basi




   Powiedziałem Basi, że miałem pójść do nich, bo na jutro potrzebny będzie mi ten kosz. Ale telepatia zadziałała w należyty sposób i Basia oddała go nam w odpowiednim czasie. Kosz koszem… Ale te – jak to Basia nazywa – słodkie „paszteciki” które przy tej okazji nam sąsiadka przyniosła, to było coś niezwykłego! Resztki podobno smakują najbardziej – a te smakołyki zostały zrobione z samych resztek właśnie. Stwierdziłem że zaraz dokonam przeglądu mieszkania, w celu przeszukania i ewentualnego odnalezienia pozostałości jakich ciastek w opakowaniach. Aśka przecież co dzień kupuje jakieś produkty Dr. Gerard! A i mnie nie rzadko się zdarza, że też coś smakowitego kupię – na przegryzkę… Wstałem od stołu i zacząłem przeglądać te zakamarki, w których moja żona mogła schować takie pojedyncze ciasteczka. Aśka natychmiast wyczuła moje intencje i zaczęła coś mruczeć pod nosem – jak zwykle w takich przypadkach. Dobrze że była Basia, to Aśka hamowała się ze swoimi gderliwymi uszczypliwościami. No i znalazłem – cały worek opakowań! A w każdym z nich, po 1-2 ciastka. Co tam było…

- Pryncypałki

-Maltikeks

-Kremisie

- Pryncytorcik

-Andruty kokosowe

- Trick śmietankowy

- Trick kakaowy

-Ciastka francuskie posypane sezamem

Uzbierało się tego pół miski! Poprosiłem Basię, aby nadzorowała moje poczynania. By była „szefem produkcji”. Chętnie się zgodziła i „kruszynki udały się. Nie miałem czekolady, ale za to obtoczyłem moje kuleczki startymi orzechami. Smakowały równie wybornie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz