Witam.
Za kilka dni zbliża się Święto Zmarłych. Z tej okazji pojechałam z rodziną na
cmentarz, by posprzątać groby osób, którzy odeszli już z naszej rodziny. Na
dworze nie było ciepło, szalał zimny wiatr. Postanowiliśmy nie zostawiać jeszcze
żadnych bukietów, ponieważ wiedzieliśmy , że i i tak wiatr pozrzuca je z
grobowców. Umyliśmy tylko zakurzone pomniki, zapaliliśmy znicze i tacy zmarznięci
udaliśmy się do samochodu. Cmentarz znajdował się kilkanaście kilometrów od
naszego domu. Kiedy chcieliśmy odpalić samochód, okazało się ze on nie ma
zamiaru odpalić. Cisza. Nie wiadomo co z nim się stało. Mąż się zdenerwował,
dzieciaki pomarznięte, a tu ani żywej duszy. Postanowiłam uspokoić moją rodzinę.
Na głos powiedziałam, spokój, zaraz będzie wszystko ok. Mąż dziwnie na mnie popatrzył,
tym bardziej , że ja się na samochodach nie znam. Dzieci wytrzeszczyły oczy i
czekały co będzie dalej. A ja z uśmiechem na twarzy wyciągnęłam najpierw termos
z gorącą herbatą. Był szmer podziwu. A następnie przepyszne kruche ciasteczka
,,Dr Gerarda”. Wiedziałam, że im się to spodoba. Wlałam każdemu do kubeczka
herbatę i podałam Tricki kakaowe, Tricki śmietankowe oraz Andruty kokosowe. Oczywiście, nie wszystkie naraz.
Moja rodzina z wielkim apetytem pałaszowała ciasteczka, popijając gorący napar.
Kiedy mąż trochę ochłoną, otworzył maskę samochodową i okazało się , że
wysiadła jakaś mała rzecz. Nie powiem Wam co to było, bo się na tym nie znam.
Ale po chwili ruszyliśmy do domu podjadając nadal Tricki i Andruty. Po drodze
zrobiliśmy jeszcze małe zakupy i dokupiliśmy produkty firmy ,,Dr Gerard”. Z
tymi łakociami to i jesień i zepsuty samochód nie straszny. Pozdrawiam.
Bardzo ciekawy artykuł. Jestem pod wielkim wrażeniem.
OdpowiedzUsuń