Sny snami – a
rzeczywistość rzeczywistością. Zjedliśmy z Asią obiad, pośmialiśmy się i trzeba
było myśleć o tym co dalej… Ubiór na jutrzejsze grzybobranie miałem gotowy.
Wyglądałem w nim jak prawdziwy leśnik! Asia powiedziała nawet, że jak wejdę w
las, to mnie nie będzie widać! Brakowało mi tylko prawdziwej strzelby. Ale nie
należę do „oprawców”, bo szanuję wszelkie żywe stworzenia – no, może po za
komarami i stonką… Tak że strzelba – dla mnie rzecz zbędna! Miałem już wstawać
i iść dalej szukać tego kosza, żeby mieć do czego zbierać te grzyby. Asia
zatrzymała mnie jednak, bo przyniosła ciastka. A skoro przyniosła, to zjem parę
– pomyślałem… Tak więc siedzę sobie dalej, patrzę na te ciastka – a tam były
dwa rodzaje, oba od tej firmy, co najbardziej lubię – czyli Dr. Gerard. Asia
wzięła Trick śmietankowy. Ja postanowiłem że w takim razie zacznę od tych
drugich – tzn. - Trick kakaowy. Tak mi one „podeszły”, że popełniłem hat-trick!
Asia też. I zaraz sobie przypomniała, że koszyk jest u sąsiadki, bo pożyczyła go
jej początkiem tygodnia. Stwierdziłem, że te „tricki” są lepsze na pamięć jak miłorząb
japoński! Lepiej mieć dobrą pamięć – jak złą! Ale i tak za chwilę sąsiadka
oddała nam kosz. W tym momencie miałem już wszystko na sobotni wypad w las!
Jeszcze raz wszystko dokładnie sprawdziłem aby o czymś nie zapomnieć – i
gotowe!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz