piątek, 28 października 2016

Zbawienne "Tricki"




   Sny snami – a rzeczywistość rzeczywistością. Zjedliśmy z Asią obiad, pośmialiśmy się i trzeba było myśleć o tym co dalej… Ubiór na jutrzejsze grzybobranie miałem gotowy. Wyglądałem w nim jak prawdziwy leśnik! Asia powiedziała nawet, że jak wejdę w las, to mnie nie będzie widać! Brakowało mi tylko prawdziwej strzelby. Ale nie należę do „oprawców”, bo szanuję wszelkie żywe stworzenia – no, może po za komarami i stonką… Tak że strzelba – dla mnie rzecz zbędna! Miałem już wstawać i iść dalej szukać tego kosza, żeby mieć do czego zbierać te grzyby. Asia zatrzymała mnie jednak, bo przyniosła ciastka. A skoro przyniosła, to zjem parę – pomyślałem… Tak więc siedzę sobie dalej, patrzę na te ciastka – a tam były dwa rodzaje, oba od tej firmy, co najbardziej lubię – czyli Dr. Gerard. Asia wzięła Trick śmietankowy. Ja postanowiłem że w takim razie zacznę od tych drugich – tzn. - Trick kakaowy. Tak mi one „podeszły”, że popełniłem hat-trick! Asia też. I zaraz sobie przypomniała, że koszyk jest u sąsiadki, bo pożyczyła go jej początkiem tygodnia. Stwierdziłem, że te „tricki” są lepsze na pamięć jak miłorząb japoński! Lepiej mieć dobrą pamięć – jak złą! Ale i tak za chwilę sąsiadka oddała nam kosz. W tym momencie miałem już wszystko na sobotni wypad w las! Jeszcze raz wszystko dokładnie sprawdziłem aby o czymś nie zapomnieć – i gotowe!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz