Dzień
dobry. Dla mnie trochę gorszy, córcia mi w nocy zachorowała i teraz śpi tuż
obok mnie. Byliśmy ostatnio u Brata a tam panowała grypa żołądkowa. Wszyscy domownicy
po kolei chorowali. Pewnie moja Tosia złapała. Noc miała zarwaną i teraz leży pod
kocykiem i przysypia. Musi się źle czuć, bo nawet „Trick śmietankowy” jej nie
zainteresował. Przykre. Wracając do ostatniego wyjazdu. Bratowa wyjeżdża na dwa
miesiące do pracy za granicę i postanowiła zaprosić całą rodzinę na kawkę i
kolację. Dzieciaki moje były zachwycone. Bardzo lubią tam jeździć. Mogą biegać
po podwórku, chodzić na ryby i grać w piłkę. Jednak jesienią nie jest już tak
fajnie, jak latem. Ostatnio popadało i zrobiło się błotko. Nad jezioro można
zejść, ale tylko w kaloszach. Mogliśmy, więc spokojnie wypić kawę i zjeść coś
słodkiego. Bratowa odkryła Deserotekę i postanowiła przyrządzić „Muffiny z
PryncyTorcikiem”. Nie będę przepisywał
przepisu, odsyłam Was na stronę internetową „dr Gerard”. Nie jestem pewny, czy
te muffiny są dla dzieci? W przepisie jest kieliszek rumu. Dorośli woleliby i
dwa kieliszki. Dla nieletnich były Ciastka francuskie posypane sezamem. To też
pyszna słodycz. Jednak nasi piłkarze nie wysiedzieli w domu. Po godzinie już
kopali gałę. Brama wjazdowa, jako bramka i podwórko, jako boisko. A schodki
stanowiły trybunę i ławkę rezerwowych. W grze brało udział troje chłopców i
jedna dziewczyna. Reszta kibicowała. Jednak te najmłodsze wolały zabawę
wózkami. Zabawa trwała tak długo aż zapadła noc. Gdy wsiadaliśmy do auta to
jeszcze było za wcześnie i za krótko kuzynostwo się bawiło. Ciocia była
przygotowana, postawiła pyszną kolację, jednak nasi milusińscy nie mieli czasu
jeść. Dopiero w domu poczuły głód i szybko domagały się jedzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz