poniedziałek, 24 października 2016

Wizyta u Brata.

            Dzień dobry. Dla mnie trochę gorszy, córcia mi w nocy zachorowała i teraz śpi tuż obok mnie. Byliśmy ostatnio u Brata a tam panowała grypa żołądkowa. Wszyscy domownicy po kolei chorowali. Pewnie moja Tosia złapała. Noc miała zarwaną i teraz leży pod kocykiem i przysypia. Musi się źle czuć, bo nawet „Trick śmietankowy” jej nie zainteresował. Przykre. Wracając do ostatniego wyjazdu. Bratowa wyjeżdża na dwa miesiące do pracy za granicę i postanowiła zaprosić całą rodzinę na kawkę i kolację. Dzieciaki moje były zachwycone. Bardzo lubią tam jeździć. Mogą biegać po podwórku, chodzić na ryby i grać w piłkę. Jednak jesienią nie jest już tak fajnie, jak latem. Ostatnio popadało i zrobiło się błotko. Nad jezioro można zejść, ale tylko w kaloszach. Mogliśmy, więc spokojnie wypić kawę i zjeść coś słodkiego. Bratowa odkryła Deserotekę i postanowiła przyrządzić „Muffiny z PryncyTorcikiem”.  Nie będę przepisywał przepisu, odsyłam Was na stronę internetową „dr Gerard”. Nie jestem pewny, czy te muffiny są dla dzieci? W przepisie jest kieliszek rumu. Dorośli woleliby i dwa kieliszki. Dla nieletnich były Ciastka francuskie posypane sezamem. To też pyszna słodycz. Jednak nasi piłkarze nie wysiedzieli w domu. Po godzinie już kopali gałę. Brama wjazdowa, jako bramka i podwórko, jako boisko. A schodki stanowiły trybunę i ławkę rezerwowych. W grze brało udział troje chłopców i jedna dziewczyna. Reszta kibicowała. Jednak te najmłodsze wolały zabawę wózkami. Zabawa trwała tak długo aż zapadła noc. Gdy wsiadaliśmy do auta to jeszcze było za wcześnie i za krótko kuzynostwo się bawiło. Ciocia była przygotowana, postawiła pyszną kolację, jednak nasi milusińscy nie mieli czasu jeść. Dopiero w domu poczuły głód i szybko domagały się jedzenia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz