poniedziałek, 24 października 2016

Ten słodki sen




   Podczas obiadu opowiadałem Asi o tym, co mi się śniło. Śmialiśmy się przy tym, bo było z czego! A to były te koszmary, których nie mogłem sobie przypomnieć po przebudzeniu, jak spojrzałem w okno. Po późniejszej rozmowie z Jaśkiem, oraz dalszych przemyśleniach, zacząłem sobie przypominać niektóre senne fantazje… Wszystko zaczynało się od tego, że miałem wybrać się na grzyby właśnie, w rodzinne strony, oddalone od mojego miejsca zamieszkania o około 25-30 km. Ni stąd, ni z owąd – znalazłem się jednak w jakimś samolocie odrzutowym. Nie byłem pilotem, lecz nikogo więcej tam nie było! Nie wiem też w jaki sposób, znalazłem się w domu na wsi, gdzie spotykałem się z jakimiś ludźmi którzy mnie znali i witali, ale ja nie miałem pojęcia kim oni są… Witaliśmy się i jedliśmy jakieś „perełki”, które bardzo nam wszystkim smakowały. Później okazało się, że to chyba były draże Maltikeks – produkowane przez firmę Dr. Gerard. Wszyscy się nimi zajadali i tylko tak jakoś dziwnie ruszały się żuchwy! Nie wiem też, jak to się stało że nagle gotów byłem do pójścia w las. Szliśmy obaj z Jaśkiem – który nie wiadomo skąd się wziął – pod ogromną górę, do lasu – ale jak popatrzyłem na szczyt, to widać było tylko lśniące w blasku słońca kamienne skały. W kolejnym etapie, stanęliśmy jakoś jednak na skraju lasu. Kiedy popatrzyłem na niby-polanę, widać było na niej gołą ziemię – bez żadnych krzaków, ani trawy. Jakieś pojedyncze drzewa, bez liści – niewiadomego gatunku. Podchodziliśmy z Jaśkiem do tych drzew, ale po zbliżeniu się, były tam jedynie stare i spróchniałe pnie! I nagle z tej gołej ziemi – jak grzyby po deszczu – zaczęły wyrastać paczki ciastek! Wyrywaliśmy je z Jaśkiem, jak grzyby i wrzucaliśmy do koszyka. Było ich bardzo dużo! Jasiek chciał je zaraz jeść – na „surowo”, ale przestrzegłem go, że przecież trzeba je najpierw ugotować… A on na to do mnie – „przecież to są prawdziwe Pryncypałki z Dr. Gerarda! Jeszcze w opakowaniu!!!”

   I wtedy chyba się obudziłem… Niczego nie mogłem sobie przypomnieć… Na szczęście – szczegół po szczególe – odzyskałem utracony sen i oboje z Asią śmialiśmy się z moich opowieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz