Już od wiosny planowałam malowanie ogrodzenia. Ciągle mi coś
stało na przeszkodzie lub zwyczajnie nie miałam malarskiego natchnienia.
Najpierw trzeba wyczyścić szczotką i papierem ściernym, a potem umyć. W końcu
mąż wyraził pomoc w czyszczeniu ogrodzenia. Ja zaopatrzyłam się w dwa porządne
pędzle, lakier do metalu i rozpuszczalnik. Tą czynność wykonywałam dopiero po
przyjeździe z pracy. Lubię malować i sprawiało mi to przyjemność, chociaż przez
parę dni zajmowałam się tylko tym zajęciem. W piękny, sobotni dzień w końcu
pomalowałam całe ogrodzenie. Jak można zauważyć prawie na każdej posesji rosną
piękne krzewy, kwiaty i drzewka. Co tydzień uruchamiane są kosiarki do trawy.
Mąż zobaczył u znajomych dużą huśtawkę i sam zaplanował zrobić podobną na
wiosnę. Ciągle coś udoskonalamy na swojej działce. Planuje jeszcze dosadzić
tulipany, narcyzy i hiacynty. Dużo przebywam na świeżym powietrzu, bo zawsze
mam coś do zrobienia. W niedzielę rano pojechaliśmy do rodziców męża. Po drodze
mieliśmy zrobić im zakupy. weszliśmy do dużego marketu. Ja byłam w swoim
żywiole, poniewważ lubię buszować po sklepach. Pewnie większość dziewczyn tak
samo postępuje. Prawie na każdym dziale przystanęłam oglądając różne rzeczy. W
końcu mąż już nie wytrzymał i zaczął mnie pośpieszać. Z zakupami przystanęłam jeszcze przez chwilę obok działu
ze słodyczami. Wiem, że oni bardzo lubią ciastka produkcji Dr. Gerarda i
dlatego mój wzrok wyszukiwał właśnie wyroby tej marki. W końcu znalazłam ciastka francuskie posypane sezamem i pryncypałki. Nie zastanawiając się już
dłużej po dwie paczki wrzuciłam do koszyka i stanęliśmy w długiej kolejce przy
kasie. teściowie bardzo ucieszyli się z zakupów, a najbardziej ze smacznych
ciastek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz