Skrzynki pocztowej
nie sprawdzałem od kilku dni. A to nigdzie nie wychodziłem – to miałem w głowie
coś bardzo ważnego… Miałem chwilę wytchnienia i akurat przypomniałem sobie, że
przecież tydzień temu dokonałem zakupów przez net. Złapałem klucz i poszedłem
sprawdzić zawartość skrzynki. Okazało się, że jest wypełniona do połowy. A to
pizza na telefon, drzwi wejściowe, okna, usługi fryzjerskie – itp. Ale gdzieś w
środku było zawiadomienie o przesyłce. Dobrze że nie zawieruszyło się gdzieś
między tymi niepotrzebnymi papierami i nie wylądowało w śmietniku! Na kartce
widniała data – czwartek 16:08. To było na drugi dzień po zakupie. Co ja wtedy
mogłem robić że nie odebrałem tej przesyłki… Chyba… Chyba byłem w sklepie po
pyszne ciasteczka! Tak – na pewno! Teraz sobie przypominam. Kupiłem ciastka z
Dr. Gerarda. A jak wracałem, to spotkałem Martynę i Jacka. Zaproponowałem, by
zaglądnęli na coś gorącego i pyszne „Kruche”. Przystali chętnie na moją
propozycję. Miałem w domu świetną angielską herbatę. A do niej jeszcze te
przepyszne ciasteczka Dr. Gerarda… Niebo w gębie! Martyna z Jackiem wyszli na
spacer i wracali już do domu. Mieli jednak wolne popołudnie i z przyjemnością
zaakceptowali wypicie gorącej herbaty. Zwłaszcza że było dość chłodno. Choć
mieszkamy nie daleko od siebie, to częściej rozmawiamy przez telefon niż się
spotykamy. Ostatni raz mieliśmy pogawędkę chyba ponad pół roku temu. Mieliśmy o
czym rozmawiać. Zawsze z nimi spędzam czas przyjemnie. Rozmawia się dobrze –
jest sympatycznie i wesoło. Herbata bardzo nam smakowała – a ciastka jeszcze
bardziej. W misce zostało już ostatnie ciastko. Jacek wstał i wyszedł do
przedpokoju. Za kilka sekund wrócił. W ręce trzymał jeszcze jedną paczkę
ciastek – tym razem „Markizy”. Oczywiście firmy Dr. Gerard – a jakże! Zrobiło
się jeszcze weselej! Nastawiłem kolejny dzbanek herbaty. Za oknem coś zaczęło
stukać o parapet. W mieszkaniu było ciepło, przytulnie, smacznie i wesoło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz