Porządki
porządkami, ale trzeba pomyśleć również o innych obowiązkach. Trzeba zrobić
jakieś zakupy, bo środki chemiczne przydałoby się uzupełnić… A i zasoby lodówki
uzupełnić. Tak więc po wyjściu z piwnicy, poszedłem wziąć prysznic, po czym
skierowałem się do kuchni aby zrobić sobie kawę i zjeść jeszcze kilka
wspaniałych ciastek od Dr. Gerarda. Akurat zostały mi jeszcze dwie „Markizy”,
to będą jak znalazł. Ciastka smakowały niezwykle – jak zawsze zresztą. Kawy
zostało mi jeszcze pół kubka i przydałoby się jeszcze jakieś pyszne ciasteczko…
Przeszukałem jednak wszelkie zakamarki gdzie mogły być jeszcze zakamuflowane,
ale niestety – już więcej nie znalazłem ani jednego i trzeba było obejść się
smakiem. Stwierdziłem jednak, że sobie odpuszczę ciastka w tej chwili. Jak
pójdę na zakupy, to zrobię sobie zapas na czas dłuższy. Zacząłem się
przebierać. Pozostałą kawę sączyłem łyk po łyku. Za każdym łyczkiem jednak
powracała chęć przegryzienia jakiegoś ciasteczka. Otworzyłem jedną stronę szafy
aby wyjąć kurtkę. Potem drugą stronę, żeby zabrać plecak. Kiedy go złapałem, to
poczułem że coś w nim się znajduje. Zastanowiłem się, co tam może być… Jednak
po otwarciu wszystko było jasne. To były fantastyczne „Biszkopty” – firmy Dr.
Gerard - których nikt nie wyciągnął ze środka po ostatnich zakupach! Ucieszony
niezwykle, zdjąłem z powrotem buty i poszedłem dopić resztę kawy, oraz zjeść z ochotą
ciasteczko. Teraz już w pełni zadowolony, mogłem iść na zakupy. Po wyjściu z
domu, zaskoczyła mnie rzecz taka, że z żelaztwa które wyniosłem aby odwieźć
później na złom, nie było ani śladu. „Zbieracze puszek” nie przepuszczą żadnej
okazji! Kumpel kiedyś opowiadał mi, że kupił sobie nową metalową wycieraczkę –
rano nie było ani wycieraczki, ani metalowej kratki na której owa wycieraczka
leżała. Od tej pory kumpel stał się posiadaczem pięknego owczarka alzackiego,
bo zabierali się jeszcze za bramę, tylko widocznie była za ciężka i nie dali
rady. No dobra, ale my tu gadu-gadu, a czas leci. Do sklepu doszedłem, zakupów
dokonałem takich jak chciałem. I nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło,
bo do skupu złomu nie muszę jechać! Szkoda tylko, że opadłych liści nikt
podkradać nie chce, tak jak złomu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz