Po południu wyszłam na podwórze.
Nakarmiłam dwa koty, moje pieszczochy. Z zadowoleniem patrzyłam jak jedzą. One
także okazywały zadowolenie głośnym mruczeniem. Przycupnęłam przy nich i wygłaskałam
ich grzbiety, nie zważając, że przeszkadzam im podczas posiłku. Ale one nie
protestowały. Zdawało się nawet, że mruczą jeszcze głośniej. Dałam wreszcie
spokój kotom i zabrałam się za zamiatanie liści wokół drzwi wejściowych do
domu. Suche liście swoim szelestem zwabiły jednego z kotów. Teraz to on mi zaczął
przeszkadzać. Bawił się wokół miotły skakał i chwytał coś łapkami, to znowu się
zaczajał i rzucał się na wyimaginowaną zdobycz. Z uśmiechem na ustach
obserwowałam jego poczynania i uważnie omijałam miotłą jego drobne kocie
ciałko, by nie zrobić mu przypadkiem krzywdy. W pewnym momencie na podwórze
wbiegły Marta i Ola – moje bratanice. Dziewczyny właśnie wróciły ze szkoły.
Uścisnęłyśmy się na powitanie. Jedna z dziewcząt wzięła na ręce bawiącego się kota
i przytuliła go do siebie. Skorzystałam z tej chwili i zebrałam do kosza zamiecione
liście. Wówczas ich mama wyjrzała z domu i upomniała je by nie bawiły się kotem
tylko przebrały się i zeszły na obiad. Ja również wróciłam do domu. Towarzyszyłam
dziewczynom przy obiedzie. Rozmawiałyśmy o nowej szkole Oli i jej chłopaku.
Młodsza bratanica Marta zdradziła mi tajemnicę, że także od dwóch tygodni spotyka się z pewnym chłopakiem.
Ich mama przygotowywała dziewczynom deser z gorącego mleka z musli. Aby wzbogacić
smak dania dosypała na koniec gotowania do garnuszka smacznych i pożywnych
ciastek wit’AM od Dr Gerarda. W międzyczasie włączała się do naszej wesołej
rozmowy. Nie ukrywała swych obaw o nowe znajomości córek. Dziewczyny obracały
wszystko w żart i obiecywały, że będą na siebie uważać. No cóż taka już kolej
rzeczy - powiedziała bratowa stawiając na stole parujące półmiski wypełnione po
brzegi gorącym deserem z ciasteczkami wit’AM od Dr Gerarda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz