Przyjeżdżając w rodzinne strony
zawsze odwiedzam moją koleżankę, którą znam jeszcze z czasów szkoły
podstawowej. W tamtych czasach spotykałyśmy się niemal codziennie. Teraz
widujemy się zaledwie parę razy w roku. Dlatego i tym razem koniecznie musiałam
ją odwiedzić. Zależy mi by utrzymywać ten kontakt. Tego dnia wyszłam z domu
zaraz po obiedzie. Szłam powoli obserwując przyrodę a właściwie zmiany jakie w
niej zaszły ostatnimi czasy. Jeszcze nie tak dawno na wszystkich krzewach i
drzewach dominował kolor zielony. Teraz widać było jakie jesień robi spustoszenia.
Roślinność zaczęła zapadać w letarg szykując się do zbliżającej się wielkimi
krokami zimy. Barwy jakie pozostały to żółć, czerwień, złoto i brąz. Snułam się
zadrzewioną aleją unikając wielkich kropel rosy spadających z pożółkłych liści,
które zostały jeszcze na drzewach. Dotarłam do bloku koleżanki. Gdy weszłam do
jej mieszkania akurat robiła naleśniki. I co było dla mnie ogromnym
zaskoczeniem do przekładania ich używała nie tylko twarogu i masy krówkowej ale
także pysznych markizów Magic Śmietankowych od Dr Gerarda. Jej nastoletni syn
wprost pochłaniał te naleśniki na bieżąco lecz koleżanka wygospodarowała mi
jednego tak na spróbowanie. Chociaż sama byłam po obiedzie z chęcią
skosztowałam aby ocenić czy będą mi również smakowały. Muszę przyznać, że były
rewelacyjne. Postanowiłam przy najbliższej okazji zrobić takie u mnie w domu.
Ciekawa byłam czy mojemu mężowi posmakują markizy od Dr Gerarda w takim
zaskakującym połączeniu. Chwilę później siedziałyśmy już na kanapie pijąc kawę.
Wtedy nadeszła odpowiednia chwila by pokazać koleżance album ze zdjęciami z mojego
ślubu. Odebrałam je zaledwie kilka dni temu i byłam bardzo zadowolona z efektu pracy
fotografa. Uważałam, że są śliczne i z dumą prezentowałam je komu się dało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz