Wczoraj
zaplanowałem sobie, że skoro dziś mam wolny dzień, to zajmę się jesiennymi
porządkami. A bo to tak jest z różnymi rzeczami, że jak robi się segregację w domu,
to jedną trzecią wyrzuca się całkowicie, reszta zaś może „się przydać” – i ląduje
„na wieki” w piwnicy, albo na strychu. U mnie tych rzeczy co „się przydadzą”,
trochę się nazbierało. W końcu – chcąc nie chcąc – zmobilizowałem się nieco na
przymus. Wiem z doświadczenia, że najgorszą rzeczą w tym wszystkim, to pójść i
zacząć. A jak już się zacznie, to dalej „idzie jak po maśle”! Jeszcze jedna
główna zasada w takich porządkowych pracach – sentymenty zamykamy na
dwadzieścia cztery spusty w jakimś szczelnym kufrze. Bo jak zabierze się już za
te porządki, to pojawiają się wspomnienia i rozterki. A wtedy serce mięknie i
większość rzeczy zamiast lądować na śmietniku, to co najwyżej zmienia punkt
leżakowania – i zostaje na dalsze lata. Najlepiej w takich sytuacjach, to
zabrać ze sobą coś takiego, co by nasza uwaga skupiała się właśnie na tym „czymś”,
ale zarazem nie dekoncentrowała w tych czynnościach, które mamy wykonać. Dla
mnie taką rzeczą pomocną w tego typu zajęciach, są ciastka firmy Dr. Gerard.
Osobiście preferuję „Krakersy” oraz „Pierniki”, ale mogą być również dowolne
inne – według gustu. Uzasadniam moją radę tym, że takie ciastka ze względu na
swoje walory smakowe, pozwalają mi zachwycać się swoimi właściwościami, przy
czym absolutnie nie przeszkadza mi to w głównym moim zajęciu. Jest to
sprawdzona metoda przeze mnie a także przez znajomych którym owe ciastka poleciłem.
Należy jednak uważać na to, że produkty innych firm nie działają! Albo działają
w inny sposób – na przykład całkiem odwrotny – czyli taki, że wyrzucamy
produkty tej innej firmy a to co mamy wyrzucić, zostawiamy. Pamiętajmy więc –
tylko i jedynie ciastka firmy Dr. Gerard mogą dać zamierzony efekt oraz pełną
satysfakcję!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz