Był piękny słoneczny dzień.
Zadzwoniłam rano do koleżanki z zapytaniem czy miałaby chęć wybrać się po
południu na spacer. Okazało się, że źle się czuje i musi niestety zostać w
domu. Zaproponowałam: jeśli nie ma nic przeciwko to wpadnę do niej na chwilkę.
Byłyśmy umówione. Pomyślałam, iż do chorej osoby nie wypada iść z pustymi
rękami. Postanowiłam zrobić jakieś ciasto. Nie miałam dużo czasu zatem jak
zwykle postawiłam na szybki przepis bez pieczenia. Miałam za to wyśmienite
markizy Mafijne Black od Dr Gerarda. Będą doskonałym spodem do ciasta jabłkowo-serowego.
Przedtem jeszcze szybciutko odwiedziłam sklep spożywczy w celu zaopatrzenia się
w pozostałe niezbędne składniki i zabrałam się do pracy. Przygotowując ciasto
myślałam o zaletach tego deseru, biorąc pod uwagę fakt, że jest on dedykowany
dla chorej osoby. Nie było w nim żadnych tłustych i słodkich mas tylko kwaskowe,
jabłkowe nadzienie z dodatkiem owocowej galaretki i pożywna masa serowa. Do
tego smakowitym uwieńczeniem całości były przepyszne markizy Dr Gerarda. Część
ciasta na markizowym spodzie zostawiłam dla męża, część wzięłam dla koleżanki.
Po drodze zrobiłam drobne zakupy, o które prosiła. Przez całą drogę musiałam
uważać by nie zniszczyć delikatnego ciasta. W końcu bezpiecznie dotarłam do
mieszkania chorej koleżanki. Faktycznie Ewa, bo tak jej na imię, złapała jakieś
wstrętne przeziębienie. Cały czas kichała i wycierała nos w chusteczkę. Przemknęło
mi przez głowę, że ja też mogę się zarazić. Miałam nawet wyrzuty sumienia, iż
nie potrzebnie narażam siebie i męża. My tak ciężko przechodzimy wszelkie
przeziębienia. Z drugiej zaś strony koleżanka jest tu sama. Jej rodzice to
starsi już ludzie, niedomagają i mieszkają dość daleko na wsi. Stwierdziłam, że
mimo wszystko w tej sytuacji dobrze zrobiłam odwiedzając ją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz