czwartek, 17 września 2015

Ach - ten deser!




   Na miejsce wróciliśmy potwornie zmęczeni. Chyba siódme poty wylaliśmy z siebie. Upał był potworny, dobrze że od czasu do czasu polewaliśmy się wodą. Kiedy wszedłem do pokoiku, to zaraz złapałem butelkę wody mineralnej i wypiłem ją całą. Nie chciało mi się wcale jeść. Położyłem się i zaraz zasnąłem. Obudziło mnie szczekanie psa. Nie wiedziałem gdzie jestem i co się dzieje. Śniły mi się jakieś koszmary. Po chwili ocknąłem się i pokojarzyłem wszystko dokładnie. Szczekanie psa – to Killerowi nie podobali się jacyś ludzie którzy zawitali do pani Heleny. Szybko zorientowałem się że to nie „jacyś ludzie”, tylko Dorota z Wieśkiem. I przyszli nie do pani Heleny, tylko do mnie. Pani Helena zapytała mnie, czy jadłem obiad. Bo jeśli nie, to poczęstuje mnie gołąbkiem z ryżem, kaszą i dziczyzną, w sosie grzybowym. Brzmiało to bardzo interesująco, ale głodu jakoś jeszcze nie odczuwałem. Wiesiek kiedy to usłyszał, to zaczął łykać ślinkę raz za razem. Odpowiedziałem pani Helenie, że sięgnę do torby po jakiś aperitif i tak za godzinkę skuszę się. Pani Helenka zauważyła odruch Wieśka i natychmiast zorientowała się, że z mojego kolegi to łakomczuch jakich mało. Dodała więc, że na deser poda mi jeszcze galaretkę z owocami na biszkoptach Dr. Gerarda i bitą śmietaną, posypane drażami „Maltikeks”. Wiesiek zrobił głupią minę i powiedział, że teraz pójdą na spacerek i przyjdą trochę później. Sięgnąłem do torby i wyciągnąłem szklaną butelkę. Otworzyłem ją i nalałem do szklanki złocistego napoju z pianką. Szybko opróżniłem połowę z niej. Resztę wypiłem powoli. Poczułem głód. Zapukałem do pani Helenki. Po korytarzu roznosił się nierealnie smakowity zapach pieczonych gołąbków, oraz sosu grzybowego. Pani Helenka poprosiła abym wszedł. Na stole poukładane było bajecznie wyglądające ciasto. Odruch łykającej ślinki pojawił się również i u mnie. Pani Helenka przyjaźnie uśmiechnęła się. A pan Stefan – mąż pani Helenki – zaprosił mnie do stołu. Tak wyśmienitej obiado-kolacji jeszcze w życiu nie jadłem…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz