Gdzieś w środku tygodnia gdy pan Witold wraz z kolegami
siedział przy stoliku na stołówce i jadł wraz z nimi drugie śniadanie do ich
stolika podszedł ich majster oznajmiając, że prowadzi on zapis pracowników
chcących w najbliższą sobotę pojechać na grzyby do lasu. Pan Kowalski właśnie
kończył dojadać pierniczki od producenta Dr
Gerarda jeszcze pozostało mu kilka biszkoptów ale te postanowił, że
pozostawi sobie na późniejszy czas gdy będzie przerwa na kawę. Pan Witold jak i
jego koledzy którzy byli już starymi pracownikami wiedzieli, że ich pracodawca
o tej porze roku organizuje swoim pracownikom takie wyjazdy. Pan Kowalski nawet
się nie zastanawiał tylko wpisał się na listę, był on zapalonym grzybiarzem. Odjazd
na grzyby miał nastąpić z parkingu zakładowego o piątej rano. Majster
poinformował, że autobus nie będzie czekał na spóźnialskich. Teraz przez te
kilka dni rozmowa między kolegami w pracy toczyła się na temat grzybobrania.
Pan Kowalski oprócz tego, że na listę zapisał się sam to i także wciągnął na
nią córkę. Chciał aby i ona też udała się do lasu i pomogła mu zbierać grzyby.
W domu pan Witold też poczynił przygotowania do grzybobrania. Na dzień przed wyjazdem
udał się do piwnicy. Odkluczył kłódkę i zapalił światło, następnie swój wzrok
skierował na półki. Odnalazł kosz specjalnie kiedyś kupiony na taką okazję,
następnie odszukał swoje kalosze. Do koszyka zapakował puste słoiki, aby jego
żona je sprawdziła i przygotowała do marynowania grzybów, następnie udał się do
mieszkania. Podczas gdy wchodzenia na swoje piętro spotkał sąsiada, jego sąsiad
nieomylnie zgadł, że udaje on się na grzyby i życzył mu udanego grzybobrania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz