Siedzę na kanapie z laptopem na kolanach. Obok mnie leży półmisek
wypełniony kruchymi biszkoptami od Dr Gerarda. Co chwilę bezwiednie wyciągam
rękę przed siebie i gdy już mam w niej pysznego biszkopta odruchowo wrzucam go
do buzi. Staram się tylko przy tym nie nakruszyć na klawiaturę, bo mój mąż tego
nie znosi. Wciągnęły mnie bez reszty zdjęcia z naszego ślubu, które odtwarzam
sobie właśnie na laptopie. Oglądam je przeżywając wciąż od nowa te
najwspanialsze chwile. Tak bardzo starałam się wówczas zapamiętać każdy moment,
delektować się nim i przeżywać całą sobą. Teraz oglądając te fotografie są jak
żywe obrazy w mojej wyobraźni. Jedynym pomostem łączącym mnie z rzeczywistością
są te pyszne biszkopty. Po chwili dosiadł
się mój mąż przynosząc, ze sobą półmisek krakersów do podjadania. Uśmiechnął
się do mnie tym swoim ujmującym, szczerym uśmiechem, który uwielbiam odkąd
pamiętam i zapytał czy może obejrzeć ze mną nasze zdjęcia. Odwzajemniłam jego
uśmiech i przekornie powiedziałam:
– Pod warunkiem, że będę mogła poczęstować się krakersami.
– Owszem ale nie za wiele, bo chciałbym byś zawsze wyglądała tak jak
na tych zdjęciach – odpowiedział przekomarzając się ze mną.
– No coś ty przecież wiesz, że te ciasteczka są dietetyczne. Jak dotąd
jem je bez opamiętania i nie przytyłam ani kilograma.
– Dobrze niech ci będzie – uśmiechnął się pobłażliwie – częstuj się
kochanie.
Zatopiliśmy nasz wzrok w ekranie.
Zebrało nam się na wspomnienia. Zasypaliśmy się nawzajem pytani z serii „A
pamiętasz…?”, „A Widziałeś…?” i tym podobnymi. Nie wiadomo kiedy zaczęło się
ściemniać za oknami. Wyłączyliśmy komputer. Zdjęcia mogą zaczekać a my powoli
musimy szykować się do snu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz