sobota, 26 września 2015

Coś dla siebie




   Czas zająć się sobą… Wprawdzie mogłem trochę potrenować z Dżekim, ale przy takiej pogodzie, w tamtych warunkach wyglądałbym tak jak on, albo jeszcze gorzej. Ponieważ nie preferuję biegania na twardym gruncie – typu asfalt, beton, kamienie, itp. Wolę mieć pod nogami grunt sprężysty – trawa, ściółka leśna… Wtedy stawy nóg nie są tak bardzo obciążone, kręgosłup również mniej nam ucierpi. Jeśli istnieje możliwość, to warto pobiegać na bieżni tartanowej. Ja akurat taką możliwość posiadam, bo kilkaset metrów od domu, jest pełnowymiarowa bieżnia z tartanową nawierzchnią. Często tam się więc wybieram – sam, lub ze znajomymi. Jak jest więcej osób, to i można więcej, bo bardziej się chce – jest większa mobilizacja. Chociaż kiedy się rozmawia z innymi osobami na ten temat, to zdania są podzielone. Jedni wolą sami, inni razem. Ja wolę tę drugą opcję. No, chyba że nie ma z kim…

   Dres był jeszcze nieco wilgotny po czyszczeniu wodą z pompy. Do butów też trochę wody się dostało. Przebrałem się zatem, złapałem po ciastku i potruchtałem na bieżnię. Było dość wilgotno, ale powietrze było dość rześkie. Chmury się rozstępowały i od czasu do czasu prześwitywało przez nie słońce. Pogoda wręcz wymarzona do rozruszania kości. Jednak po tartanie ruszało się zaledwie kilka osób. Większość pewnie już była wcześniej… Miałem dziś duże opóźnienie – to wszystko przez te hasanie futrzaka po trawiastych mokradłach! Pobiegałem sobie pół godziny, później dla wyluzowania 10 minut marszu – i znów szybciej, tym razem 20 minut. Na dziś wystarczy! Teraz do sklepiku po jakiegoś smakołyka! Dziś jest wtorek, to niech będzie coś na literę „W”. Akurat pod ręką – pierwsze z brzegu były „WIT’AM”, oraz „WITAMINKI”. Dr. Gerard to robi niezłe ciastka! Kupiłem to co chciałem i poszedłem do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz