czwartek, 24 września 2015

„Zwyczajny piątek”


Świtało. Był piątkowy poranek. Zapowiadał się pogodny bezchmurny dzień. Przez szpary firanki do mojego pokoju wpadały pierwsze promienie słońca, a za oknem ptaki zaczynały swoje pierwsze trele. Po szybkim ubraniu się i umyciu zębów, poszedłem do kuchni gdzie czekały na mnie przygotowane przez żonę kanapki do pracy i moje ulubione PIERNICZKI oraz opakowanie WIT’AM firmy Dr Gerard. Spakowawszy je w plecak pocałowałem w czoło śpiącą ukochaną, która odpoczywała po nocnej zmianie. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę garażu oddalonego od domu o jakieś 10 minut. Odpaliłem swojego małego Fiata, który wiernie służył mi od lat i który odpalał za każdym razem. Zerknąłem na zegarek i zorientowałem się, że mam jeszcze sporo czasu, na dotarcie do niedaleko położonej wsi gdzie czekał na mnie mój szef. Udałem się w stronę drogi szybkiego ruchu gdzie na przystanku czekali moi koledzy po fachu. Gdy już wszyscy wsiedli do mojego auta, ruszyliśmy spokojnym tempem do miejsca gdzie czekało nas zlecenie na dzisiejszy dzień. Niebawem trafiliśmy na miejsce gdzie powitał nas szef i zleceniodawca. Zadaniem na dziś było położenie kostki brukowej wokół budynku, oraz na drodze prowadzącej spod garażu do bramy wjazdowej. Słońce przygrzewało, a na przejrzystym niebie nie było śladu ani jednej chmurki. Praca szła nam gładko, a czas nam mijał w przyjemnej atmosferze, przy opowiadaniu dowcipów, oraz tego co u kogo się w życiu aktualnie dzieje. I wydawać by się mogło, że szczęśliwie dotrwamy do końca dniówki, bo do jej końca było już tylko pół godziny. Nagle zerwał się porywisty wiatr, niebo się zachmurzyło i  lunął ulewny deszcz. Jako że byliśmy już u końca zleconego nam zadania, przez te pół godziny pracowaliśmy w deszczu oświetlani przez światła błyskawic. Po wykonanej robocie pożegnaliśmy się ze zleceniodawcą i cali przemoczeni do suchej nitki ruszyliśmy samochodem w stronę naszego miasta. Po podrzuceniu kolegów na przystanek, udałem się do najbliższej apteki po witaminki, bo już czułem, że mnie bierze przeziębienie. Na całe szczęście już był weekend, i położywszy się do łóżka, po uprzedniej kąpieli mogłem spokojnie zdrowieć do najbliższego poniedziałku. Ku mojemu zdumieniu już na następny dzień wszystkie objawy choroby ustąpiły. I tak z uśmiechem na ustach powitałem nowy ranek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz