poniedziałek, 28 września 2015

Od krakersów - po grzyby




   Sypnęło grzybami! Przez całe lato było tak gorąco i sucho, że z grzybów, to co najwyżej huby z poprzednich lat można było ujrzeć na pniach drzew. Im lato miało się ku końcowi, tym więcej deszczu spadało na wyschniętą ziemię. A ściółka leśna przytrzymuje wodę znacznie lepiej niż ziemia poza lasami. Dlatego też, grzyby zaczęły pokazywać się coraz to liczniej. Jadąc  szosą przez las, napotyka się zbieraczy, którzy oferują sprzedaż tego leśnego runa. Na miejskim targu również można kupić te smaczne dary natury. Jednak ostatnio ani nie chodzę po targach, ani nie przejeżdżałem przez lasy. Grzyby też jakoś ostatnio nie były mi w głowie… W piątek za to, przyszedł do mnie Andrzej. Bez żadnej sprawy – jak to kumpel do kumpla. Przyniósł dwie butelki jasnego, pienistego napoju chłodzącego… To wyciągnąłem paczkę krakersów – Dr. Gerarda, żeby od czasu do czasu coś wrzucić „na ząb”. Rozpoczęła się gadka. Tak - to o tym, to o tamtym… W końcu rozmowa zeszła na temat grzybów. Andrzej powiedział, że wybrałby się do lasu, bo jest wysyp. Andrzej zaczął ten temat od tego, że kilka dni temu jechał po matkę bo była w sanatorium w Nałęczowie. Przy szosie było wielu oferentów chętnych sprzedać to co uzbierali. Nawet zastanawiał się czy nie kupić, ale stwierdził że przyjemniej będzie wybrać się samemu do lasu i nazbierać. Poparłem Andrzeja. Ja również bardzo lubię zbierać grzyby. Nawet bardziej wolę zbierać niż jeść. Teściowa bardzo lubi grzyby, to testuję swoje zbiory na niej… Do tej pory jednak nie przyniosłem żadnego trujaka. Albo teściowa jest taka odporna! Zjedliśmy z Andrzejem po ostatnim ciastku i opróżniliśmy kufle. Na koniec rozmowy przyszła Agnieszka – moja córka. Miała ochotę na krakersa, ale się spóźniła… Popatrzyła tylko żałosnym wzrokiem i zrobiła głupią minę. Miałem tylko jedną paczkę tych ciastek i ani jednego więcej. Ale były jeszcze „Kremisie”! Agnieszka się ucieszyła, zabrała całe opakowanie i wyszła. A ja z Andrzejem umówiliśmy się na grzyby w niedzielę. Samochodem? Nie… Chyba że z kierowcą… Postanowiliśmy jednak, że jeszcze się dogadamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz