piątek, 25 września 2015

Monstrum z mglistych mokradeł i trawiastych chaszczy




   Pies zaspokojony. Fizycznie jak i gastronomicznie. Dziś dał sobie popalić! Wpadł w tak wysoką trawę, że nawet go widać nie było. Wypłoszył kilka bażantów i lisa. Zabawy miał przy tym co niemiara! Za to jak wrócił, to tak okropnie wyglądał, że trudno było stwierdzić co to za straszydło. Futra prawie nie było widać, tylko kawałek pyska i grzbietu. Pełno było na nim rzepów, oraz jakichś lepkich nasion i śmieci. Natomiast łapy – aż po brzuch w błocie. Musiałem doprowadzić go do jako takiego porządku… Rzepy i śmieci, co mogłem, to powyciągałem ręcznie. Resztę wyczesałem własnym grzebieniem. Łapy i brzuch próbowałem wytrzeć higienicznymi chusteczkami, ale mało co to pomogło. Kiedy doszliśmy do studni głębinowej, to spłukałem drania. Sobie wymyłem buty i wyczyściłem dres. Za chwilę obaj wyglądaliśmy całkiem nieźle. Nikt nie powiedziałby, że jeszcze nieco ponad kwadrans temu, Dżeki wyglądał jak nieboskie stworzenie! Była prawie siódma. Mogliśmy kierować się w stronę sklepu. Futrzak zadowolony, cały czas z jęzorem na wierzchu, szedł przykładnie przy nodze. Kiedy zbliżyliśmy się na około 50m, oderwał się i jak zwykle pobiegł, aby czekać na mnie przy wejściu do sklepu. Takie zachowanie miał już zakodowane, jak sterownik w komputerze. Wszedłem do środka. Szybko kupiłem coś na śniadanie, oraz to co zwykle – ciastka od Dr. Gerarda. Dziś „Pierniczki” i „Wafle”. Kłapouch przywitał mnie merdającym ogonem oraz skamleniem. Dostał po jednym ciachu i się uspokoił. Po wejściu do domu, był już prawie suchy. Jeszcze dwie miski – jedna z wodą, druga z wyżerką. Zmiótł wszystko! No, to spokój mam z nim do popołudnia… Za chwilę poszedł położyć się do kosza. Chyba musiał się zmęczyć, bo szybko zasnął. Mruczał przy tym przez sen i wierzgał łapami. Pewnie coś się mu śniło. Dość często tak się zachowuje po emocjonującej przechadzce…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz