środa, 23 września 2015

„Lek na jesienny dołek”


Czas zajęć dobiegał końca. Było już po południu, lekki wiaterek rozwiewał liście drzew, które mieniły się kolorami od jasnego żółtego do głębokiej czerwieni. Spacerowałem wolnym krokiem alejką poklasztornego parku, w melancholijnym nastroju. Smutek się pogłębiał kiedy widziałem na parkowych ławkach przytulające się pary zakochanych ludzi. Bliski rozpaczy, przytłoczony przez samotność nagle doznałem olśnienia i z głębi mej podświadomości wynurzył się jasny i prosty sposób na rozwianie tych czarnych chmur, które nieomalże zaćmiły całkowicie bramy mojej percepcji. O kwadrans drogi od tej sporej połaci zieleni, w której się znajdowałem, w starej przedwojennej kamienicy znajdowała się znana przez wszystkich fascynatów słodyczy cukiernia Dr Gerarda.

Z nieśmiałym uśmiechem na ustach przekroczyłem próg tego przybytku gdzie powitała mnie jak zawsze uśmiechnięta, emanująca pozytywną energią Pani sklepowa. Zarówno ona jak i ja wiedzieliśmy co jest moim magicznym sposobem na jesienną chandrę.

- Witam – powitała mnie głosem pełnym ciepła – Co Pan sobie dzisiaj życzy, czy zgadłam, że to co zawsze ?

- Tak – odparłem uradowany – Poproszę trzy KREMISIE i wyjątkowo opakowanie MAFIJNYCH. Po zapłacie i otrzymaniu ich od Pani sklepowej zasiadłem za stołem na wygodnej sofie, gdzie z pasją począłem się delektować każdym kęsem ulubionego przysmaku. Wyrzut endorfin spowodowany konsumpcją słodkiego panaceum, szybko wyeliminował z umysłu wszelki smutek i gorycz. Po zjedzeniu jednego ciastka, resztę schowałem do plecaka, skłoniłem się grzecznie, pożegnałem, na co w odpowiedzi usłyszałem słodko brzmiące – Do zobaczenia. Teraz cały w skowronkach, powracając przez park w duchu życzyłem szczęścia zakochanym parom, którym wcześniej zazdrościłem i których widok wprawiał mnie w przygnębienie. Nawet jednym KREMISIEM podzieliłem się ze stadkiem gołębi, które spotkałem w powrotnej drodze do domu, niesiony na skrzydłach radosnego nastroju. A jednego zachowałem sobie na potem i opakowanie MAFIJNYCH abym w razie spadku nastroju mógł je znów podnieść. Jak to dobrze, że to właśnie ta cukiernia jest tak blisko domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz