Wstałam dzisiaj chyba lewą nogą.
Od rana ogarnęła mnie chandra. Wypiliśmy z mężem kawę, zjedliśmy śniadanie ale
bez entuzjazmu z mojej strony. Właściwie to wcale nie chciało mi się jeść, tym
bardziej nie miałam chęci przygotowywać posiłków. Zmusiłam się. Mój mąż musi
przecież zjeść obiad. Po obiedzie snułam się jak cień po mieszkaniu, gdy
niespodziewanie zadzwonił telefon. Za chwilę będę u was – usłyszałam w
słuchawce – Jesteście w domu? Nie miałam ochoty na towarzyskie spotkania, ale
odruchowo i zgodnie z prawdą potwierdziłam, że tak - jesteśmy w domu i mamy
czas. W niespełna pół godziny kuzynka była u nas. Pierwsze co spostrzegłam u
naszego gościa to ogrom energii, co było widać i w gestach i sposobie bycia. Nie
pasowało to do mojego aktualnego samopoczucia. Robiłam co mogłam by kuzynka nie
zauważyła mojej niedyspozycji. Obawiałam się, że opacznie to odczyta jako
niechęć do niej. Jednak już po chwili zrozumiałam, iż kuzynka poznała się na
mnie. Wręczyła mi słodycze mówiąc: „A to na poprawienie nastroju”. Idąc do
kuchni pomyślałam, że chyba nie ma nic co by mi pomogło. Na szczęście myliłam
się i to bardzo. Nie minęło może pół godziny gdy nieoczekiwanie zaczęłam śmiać
się i żartować. Nie wiem czy to rozmowa tak na mnie podziałała, czy też
przepyszne słodycze z firmy Dr Gerard miały na mnie taki wpływ. Maltikeks i
Kremisie – wcześniejszy upominek od kuzynki, ogromnie mi smakowały chociaż wcześniej
nie miałam na nic apetytu. Nie mam pojęci czy to ich forma czy smak, czy też zawartość
czekolady okazały się dla mnie zbawienne. Trudno powiedzieć. Najważniejsze, że dawna
radość życia wróciła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz