poniedziałek, 21 września 2015

Na dobry nastrój

Wstałam dzisiaj chyba lewą nogą. Od rana ogarnęła mnie chandra. Wypiliśmy z mężem kawę, zjedliśmy śniadanie ale bez entuzjazmu z mojej strony. Właściwie to wcale nie chciało mi się jeść, tym bardziej nie miałam chęci przygotowywać posiłków. Zmusiłam się. Mój mąż musi przecież zjeść obiad. Po obiedzie snułam się jak cień po mieszkaniu, gdy niespodziewanie zadzwonił telefon. Za chwilę będę u was – usłyszałam w słuchawce – Jesteście w domu? Nie miałam ochoty na towarzyskie spotkania, ale odruchowo i zgodnie z prawdą potwierdziłam, że tak - jesteśmy w domu i mamy czas. W niespełna pół godziny kuzynka była u nas. Pierwsze co spostrzegłam u naszego gościa to ogrom energii, co było widać i w gestach i sposobie bycia. Nie pasowało to do mojego aktualnego samopoczucia. Robiłam co mogłam by kuzynka nie zauważyła mojej niedyspozycji. Obawiałam się, że opacznie to odczyta jako niechęć do niej. Jednak już po chwili zrozumiałam, iż kuzynka poznała się na mnie. Wręczyła mi słodycze mówiąc: „A to na poprawienie nastroju”. Idąc do kuchni pomyślałam, że chyba nie ma nic co by mi pomogło. Na szczęście myliłam się i to bardzo. Nie minęło może pół godziny gdy nieoczekiwanie zaczęłam śmiać się i żartować. Nie wiem czy to rozmowa tak na mnie podziałała, czy też przepyszne słodycze z firmy Dr Gerard miały na mnie taki wpływ. Maltikeks i Kremisie – wcześniejszy upominek od kuzynki, ogromnie mi smakowały chociaż wcześniej nie miałam na nic apetytu. Nie mam pojęci czy to ich forma czy smak, czy też zawartość czekolady okazały się dla mnie zbawienne. Trudno powiedzieć. Najważniejsze, że dawna radość życia wróciła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz