Dżeki pobiegał po
skwerze. Chciał jeszcze dalej, ale wybiłem mu z głowy, bo wyprowadziłby mnie na
manowce. Tak drań jeden wymusza na mnie abym robił to co on chce, że się w
głowie nie mieści… Początkowo myśląc że za chwilę się mu odmieni, godziłem się
na to, co chciał. Ale daj takiemu palec, to później i cała ręka to za mało!
Zwierzak to jest bestia psychologiczna. Jak wyczuje swoją przewagę i dominację,
to jest bezlitosny i wymusza na swoim panu to co chce osiągnąć. Biega tak
sobie, biega… Coraz dalej, coraz dalej… Tylko co chwilę odwraca łeb i zerka
kątem oka, czy za nim idę. I idzie dalej, dochodzi do sklepu. Podchodzi pod
ścianę, odwraca się tyłem do ściany a przodem do chodnika. Siada i czeka na
mnie aż dojdę. Kiedy skieruję kroki w kierunku drzwi sklepowych, podniesie się
i zamerda ogonem. Dlaczego tak się zachowuje? A dlatego, bo wie doskonale, że w
tym sklepie kupuję słodkie smakołyki – dla niego i dla nas wszystkich. Te
słodkie smakołyki, to ciastka firmy Dr. Gerard. Tak wygląda to prawie dzień w
dzień. Czasem robię tak, że przechodzę obok niego jak siedzi przy sklepie i wcale
nie zwracam uwagi na jego dyktat. Wtedy siedzi dalej przed sklepem, ale jeśli się
nie odwrócę i przejdę z 10m dalej, to „kłapouch” zrywa się, wyprzedza mnie, odwraca
się i zaczyna skamleć. Że niby przypomina mi o tym, że zapomniałem wejść po
zakupy. Pewnego razu było tak, że była dość długa kolejka do kasy. Przed
wejściem do sklepu, schemat wydarzeń wyglądał według wcześniejszego opisu. Mój
pobyt trwał tam jednak dość długo. Kiedy w końcu zrobiłem zakupy i wyszedłem,
Dżekiego nie było. Pomyślałem że pewnie znudziło się mu to czekanie i poszedł
sobie do domu. Stwierdziłem, że nie ma co zawracać sobie głowy „rozczochranym
futrem”, tylko również zrobić to samo. Jednak kiedy kilkadziesiąt metrów dalej
przechodziłem obok apteki, patrzę a ten drań jeden, siedzi obok drzwi wejściowych
do tegoż punktu i spokojnie czeka. Kiedy mnie zobaczył, to wyglądał na mocno
zaskoczonego – chyba zresztą tak jak i ja nim. Dziś poszło mi bardzo szybko.
Kupiłem coś na śniadanie, oraz kilka paczek ciastek – między innymi „Rurki” i „Biszkopty”.
W nagrodę, Dżekiemu w nagrodę dałem jedno – a sam, w nagrodę zjadłem dwa.
Udaliśmy się w stronę domu, gdyż czekało na mnie jeszcze wiele zajęć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz