NOWA PRZYJAŹŃ
Polubiłyśmy się właściwie od razu. Lubiłam słuchać opowieści Kasi o Grecie, ich wspólnych przygodach, wyjazdach, trudnościach jakie napotykały podczas wspólnych wędrówek. Spotykałyśmy się często. Nasze psy również się zaprzyjaźniły, wyraźnie cieszyły się swoim towarzystwem. Podczas kolejnego spotkania przy filiżance herbaty i pysznych wafelkach z firmy Dr Gerard kontynuowaliśmy naszą przerwaną rozmowę. Kasia śmiejąc się mówiła, że to nie rozmowa, tylko monolog, ale jeśli chcę to ona może opowiadać o Grecie bez końca, hihihi. Zaczęła wspomnienia tym razem od momentu, kiedy Greta poszła z nią do pracy po raz pierwszy:
Pracowałam wówczas w sanatorium, miałam zgodę prezesa i zarządu na przebywanie psa razem ze mną w pracy. W miejscu, gdzie leżał kocyk Grety, była powieszona kartka z wyraźną informacją „pies przewodnik, prosimy nie karmić i nie głaskać psa”. Część osób pytała „a gdzie ten pies zaprowadzi, czy pokaże nam miasto?”. Jeden z kuracjuszy oburzony na napis, aby nie karmić psa, powiedział, że „takie kartki to są w zoo”, na co ja odpowiedziałam ,że „pies to nie śmietnik i nie będzie zjadał resztek ze stołówki”. Pewnego dnia wychodząc z pracy schodziłam w dół po schodach, a kuracjuszka właśnie chciała wejść do góry. Zapytała „czy na tego psa można usiąść”? Odpowiedziałam, „nie, proszę pani, to nie koń, tylko pies”. Koleżanka, z którą wychodziłam wybuchnęła śmiechem. Nie wiem skąd taki pomysł przyszedł tej pani do głowy, ale takie pytanie padło z jej strony. Kuracjusze często zadawali dziwne pytania. Kiedyś jedna z pań zapytała mnie, które to piętro. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że pierwsze. Poczym pani zapytała - a gdzie jest drugie? Z trudem hamując śmiech, odpowiedziałam - piętro wyżej. Kuracjusze naprawdę potrafią być zabawni. No ale czas na przerwę i na kubek aromatycznej kawy i porcji świeżutkich markiz. Jak zawsze z ochotą przystąpiłyśmy do pałaszowania takich smakołyków.
Pracowałam wówczas w sanatorium, miałam zgodę prezesa i zarządu na przebywanie psa razem ze mną w pracy. W miejscu, gdzie leżał kocyk Grety, była powieszona kartka z wyraźną informacją „pies przewodnik, prosimy nie karmić i nie głaskać psa”. Część osób pytała „a gdzie ten pies zaprowadzi, czy pokaże nam miasto?”. Jeden z kuracjuszy oburzony na napis, aby nie karmić psa, powiedział, że „takie kartki to są w zoo”, na co ja odpowiedziałam ,że „pies to nie śmietnik i nie będzie zjadał resztek ze stołówki”. Pewnego dnia wychodząc z pracy schodziłam w dół po schodach, a kuracjuszka właśnie chciała wejść do góry. Zapytała „czy na tego psa można usiąść”? Odpowiedziałam, „nie, proszę pani, to nie koń, tylko pies”. Koleżanka, z którą wychodziłam wybuchnęła śmiechem. Nie wiem skąd taki pomysł przyszedł tej pani do głowy, ale takie pytanie padło z jej strony. Kuracjusze często zadawali dziwne pytania. Kiedyś jedna z pań zapytała mnie, które to piętro. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że pierwsze. Poczym pani zapytała - a gdzie jest drugie? Z trudem hamując śmiech, odpowiedziałam - piętro wyżej. Kuracjusze naprawdę potrafią być zabawni. No ale czas na przerwę i na kubek aromatycznej kawy i porcji świeżutkich markiz. Jak zawsze z ochotą przystąpiłyśmy do pałaszowania takich smakołyków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz