piątek, 25 września 2015

Wrześniowy poranek

Witam. Dziś od rana mam zły humor, sama nie wiem dlaczego. Wszyscy i wszystko mnie drażni. Kiedy wstawałam z łózka, pilnowałam żeby to nie była lewa noga, ale nie pomogło. Robiąc kawę, wysypałam cały cukier na podłogę, pomyślałam , będzie słodki dzień i to  też jak na razie się nie sprawdza. Otworzyłam szafkę kuchenną, chciałam wyciągnąć kruche ciasteczka ,,Dr Gerard:, by mi osłodziły niezbyt miły poranek, niestety, łasuchy domowe nie zostawiły ani okruszka. Tylko warknęłam pod nosem. Około dziewiątej rano wybrałam się do sklepu. Pogoda nie zachęcała do spacerów, było chłodno i kropił deszcz. W sklepie do koszyka powkładałam najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się do kasy. Przy kasie przypomniałam sobie , że nie kupiłam moich ulubionych krakersów i biszkoptów firmy ,,Dr Gerard”. Postawiłam koszyk i pośpiesznym krokiem udałam się do półek z ciastkami. Kiedy wróciłam, mojego koszyka już nie było. Po prostu rozpłynął się. Jak się potem okazało jakaś młoda dziewczyna , która została ostatnio zatrudniona zabrała go , myśląc że to niczyj. Ponownie musiałam spacerować miedzy półkami. Sami rozumiecie jak mnie to musiało wkurzyć. Wychodząc ze sklepu potknęłam się i o mało nie wywinęłam orła, zakończyło się tylko na urwanym pasku od buta. Człapiąc, doszłam do domu. Zrobiłam sobie kawkę i podjadałam ciasteczka.  Przymknęłam oczy i zaczęłam marzyć znów o słońcu i ciepłej w morzu wodzie. Pomogło mi to troszkę się zrelaksować. Z werwą zabrałam się do przygotowania obiadu dla rodziny. Jednak nie był to zły dzień, dzieci się nie kłóciły, mąż przyniósł mi mały drobiazg. Wieczorem włączyłam komedię i i  śmiałam się z niej do łez. Pozdrawiam serdecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz