piątek, 25 września 2015

W podróży

Siedziałam nieruchomo wpatrzona w okno pociągu, bezwiednie oglądając mijane domy. W wyobraźni widziałam ich wnętrza. Zastanawiałam się jacy ludzie w nich mieszkają, jakie mają charaktery, czym się zajmują, czy są szczęśliwi? Przez kilka minut tkwiłam w zamyśleniu, dopóki nie zatrzymaliśmy się na kolejnej stacji kolejnej. Zaciekawiłam się ogromnie jak daleko mamy do naszego celu, a zupełnie nie mogłam skojarzyć tego miejsca. Tabliczki z nazwą miejscowości nie dostrzegłam w zakresie mojego pola widzenia. Zupełnie straciłam orientację w czasie i przestrzeni, zapewne przez to, że ucięłam sobie drzemkę. Dopiero mój niezawodny mąż rozwiał wszelkie moje wątpliwości odnośnie miejsca chwilowego postoju. Chcąc wypędzić z głowy resztki znużenia wydobyłam moje ulubione KreMisie od Dr Gerarda. Mąż z zaciekawieniem zajrzał w głąb torby i wyciągnął z niej paczkę Mafijnych. Uprzedziłam jego pytanie krótką aczkolwiek treściwą informacją: „Te markizy są dla wujaszka”. Mąż odłożył ciasteczka chwaląc mój pomysł obdarowania wujka Mafijnymi. Po pierwsze: nie wypada go odwiedzać z pustymi rękami a po drugie te ciasteczka to jego ulubiona słodka przekąska. Zresztą kto by nie lubił takich pyszności. Ta firma to producent z pasją. Dba o najwyższą jakość swoich wypieków by zadowolić najbardziej wyrafinowane podniebienia. Przez resztę trasy delektowaliśmy się doskonałym smakiem KreMisi, które są głównie dedykowane dla dzieci, ale nam dorosłym również przypadły do gustu i to nie tylko z powodu walorów smakowych lecz z uwagi na ich misiowy zabawny charakter. Gdy dotarliśmy do stacji docelowej, na peronie czekał na nas wujaszek. Uściskaliśmy go serdecznie na powitanie i poczęstowaliśmy ostatnimi KreMisiami, które zastały nam z podróży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz