Obudziłem się w nocy. Była chyba północ na dworze padało i grzmiało.. tak mocno że aż uszy bolały. Nagle zorientowałem się ,że ktoś otwiera od mojego pokoju drzwi..był to mój młodszy syn...Franek..
Tata Boję się- odrzekł trzęsąc się z przerażenie
-Spokojnie, jutro na pewno będzie piękna tęcza..i będzie świecić słoneczko-odrzekłem
-Ale ja się boje być sam w moim pokoju..-powiedział
-No dobra choć do mnie -zdecydowałem i położyłem się razem z nim w moim łóżku..
-Pobudka !! Za 1 godzinę do szkoły.- powiedziała mama Franusia
Otarłem oczy i wstałem z łóżka..Jak zwykle zrobiłem szybką gimnastykę.
Wyjrzałem przez okno i co ujrzałem ? Spadający grad!
-Super ! -odrzekł mój syn
Żono .-odrzekłem- Czy twoje auto jest nadal w warsztacie ?-dodałem
-Tak..musicie iść na pieszo- powiedziała robiąc skwaszoną minę do drugiego śniadania wrzucając Franusiowi najsmaczniejsze ciasteczka wafle i wt aminki z firmy Dr. Gerard.
-Oki- odrzekłem Ubrałem się i zjadłem śniadanie by mieć siły żeby zaprowadzić go do szkoły. Wyszyłem z domu w ten cudny grad ,,to był jak by co sarkazm''...
idąc do szkoły przemoczyłem sobie buty Franusiowi brakowało słów żeby coś mówić.
W końcu weszłem do szkoły i uśmiechnęłem się pod nosem.
-Ha ha widzisz..pogodo już mnie nie zaskoczysz- powiedziałem
i w tym momencie przestał padać grad i pojawiło się słoneczko...
-Aha-odrzekłem i poszedłem w stronę korytarza udając się do domu.Po pwrocie ona jeszcze nie wyszła do pracy więc korzystając z chwili czasu zrobiliśmy kawę do niej mieliśmy najwyśmienitsze ciasteczka pasje i kremisie z firmy Dr. Gerard.
DZIĘKUJĘ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz