Andrzej zadzwonił w
sobotnie popołudnie. Powiedział że jest prawie gotowy na grzybobranie w
niedzielę. Przekonany na wyjazd był na sto procent. Zapytałem go o środek
transportu. Stwierdził że nie będzie się uzależniał od przewoźników
publicznych, ani nawet od jakichś kumpli, co po przyjeździe zaczną marudzić po
chwili że chcą już wracać. Pojedzie swoim samochodem i tylko on jako kierowca. Takie
stanowcze postanowienie Andrzeja bardzo mi odpowiadało. Tak więc, dowiedziałem
się, że wyjeżdżamy o wpół do piątej. Mam się odpowiednio przygotować i jazda!
Andrzej to grzybiarz jakich mało! W tym temacie jest niemal encyklopedystą. A
jak postanowi sobie jakiś wypad, to chyba nawet koniec świata nie będzie
przeszkodą dla niego aby się wybrać. Do przebrania zabrałem nieprzemakalną „kangurkę”
oraz czapkę i kalosze. Do picia – gorącą herbatę w termosie. A do jedzenia –
kilka kromek chleba z masłem, 2 schabowe i pomidory. Wrzuciłem wszystko do
kosza i byłem gotów na przyjazd Andrzeja. Spóźnił się nie całe 5 minut. W
planach początkowo mieliśmy jechać w okolice poligonu w Nowej Dębie. Andrzej
jednak zmienił zdanie – postanowił że pojedziemy w Bieszczady. Spory kawał
drogi, bo około 140-150 km. Ale z zapełnieniem wszystkich koszy i wiader nie
powinno być problemów. A przy tym, sprawdzimy, jak tyczy się sprawa rydzów.
Jeśli zaczną się pokazywać, to może za tydzień też pojedziemy na te specyficzne
„blaszaki”. Zaraz jak ruszyliśmy, to zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o tym jak
się nam wstawało o tej czwartej nad ranem… To zaczęliśmy wspominać grzybobrania
z wcześniejszych lat… Andrzej wyciągnął jakieś dobre ciastka. Opowiadaliśmy
dalej i zagryzaliśmy ciasteczka. Spojrzałem na opakowanie – „Pasja”. Producent –
Dr. Gerard. Stwierdziłem że są bardzo dobre. Ja mam w plecaku „Zwierzaki” –
tego samego producenta, ale te będą na powrót. Zajechaliśmy w okolice Komańczy.
Było dość pogodnie, ale chłodno. Grzybów było sporo, choć bywało znacznie
więcej. Zapełniliśmy swoje kosze. Po dwunastu godzinach od wyjazdu, byliśmy z powrotem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz