To było gdzieś w środku tygodnia gdy państwo Kowalscy byli
już po obiedzie i teraz raczyli się do herbatki słodkościami pierniczkami i
markizami od ich ulubionego i sprawdzonego producenta Dr Gerarda. Nagle zadzwonił telefon i pan Witold odłożył nadgryziony
pierniczek i z niechęcią podszedł do telefonu. Uniósł słuchawkę i rozległ się w
niej dobrze mu znany głos brata. Bracia prowadzili ożywioną rozmowę dopytując
się co u nich słychać. Brat pana Witolda dzwonił z zaprosinami na urodziny
swojego syna, które to miały odbyć się na działce ogrodowej. Pan Witold od razu
wyraził zgodę i spytał się o termin tej uroczystości, termin w jakim miały
odbyć się te urodziny wypadał w następną sobotę. Wreszcie bracia zakończyli
rozmowę i pan Kowalski odłożył słuchawkę telefonu. Następnie poinformował on
domowników o swojej rozmowie z bratem. Pani Krystyna jako matka chrzestna syna
brata pana Witolda zwróciła się do domowników o pomoc w wyborze prezentu dla
chłopca w wieku czterech lat bo właśnie z tej okazji miały odbyć się urodziny.
Do wyboru prezentu przyłączyła się nawet ich córka. Propozycji było wiele ale
jakoś żadna wszystkim nie przypadła do gustu. Postanowili, że w najbliższą
sobotę udadzą się do sklepów z zabawkami i na miejscu podejmą decyzję. Tak jak
postanowili w sobotę rano udali się do sklepów z zabawkami, towarzyszyła im
także córka raz po raz wyciągając z torebki słodkości markizy i pierniczki od
producenta Dr Gerarda, które to przezornie
wzięła z sobą. Tak jak przedtem tak i
teraz w sklepie nie mogli zdecydować się na prezent. Wreszcie córce państwa
kowalskich wpadła w oko lokomotywa, która to wydawała sygnał dźwiękowy i
puszczała parę z komina. Panu Witoldowi i pani Krystynie także się ona
spodobała więc ją kupili. Jak się później okazało i mały solenizant też z
prezentu był bardzo zadowolony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz