Witam.
Za oknem psia pogoda i dziś chciałabym
opowiedzieć o śmiesznej sytuacji, jaka miała miejsce jakiś czas temu. Głównym
bohaterem będzie pies, który jak ja czeka na śnieg, bo uwielbia biały puch.
Koleżanka zaprosiła mnie do siebie, żeby porozmawiać na temat naszych wspólnych
wakacji. Kiedy wybierałam się do niej , wstąpiłam na małe zakupy. Kupiłam w
sklepie kilka paczek kruchych ciasteczek ,,Dr Gerard”, miałam nadzieję, że się
nam dziś przydadzą i nie myliłam się. Koleżanka przywitała mnie serdecznie i
zaproponowała kawę. Miałam już wyciągnąć ciasteczka, kiedy ona powiedziała , że
specjalnie na dziś upiekła pyszne pierniczki. Pomyślałam, że fajnie i czekałam
kiedy je przyniesie. Po chwili wielki szklany wazon stał na ławie, a w nim pachnące czekoladowe ciasteczka.
Nie ukrywam, ślinka mi ciekła. , ale zanim miała nastąpić konsumpcja, koleżanka
zaproponowała mi , żebyśmy udały się na chwilę do piwnicy. W piwnicy stał nowo
zakupiony samochód. Kiedy byłyśmy na dole, usłyszałyśmy jakiś łomot, ale nie
zwróciłyśmy zbytnio na to uwagę, nadal zachwycałyśmy się autem. Koleżanka
opowiadała i opowiadała co jak i kiedy. W końcu krzyknęła, o rany Burek!.
Przypomniała sobie , że jej szalony wielgaśny pies sam został w mieszkaniu.
Szybko pobiegłyśmy. Kiedy byłyśmy na miejscu, nasz psi bohater leżał grzecznie
na dywanie i oblizywał się z radością. Jednak na stole nie było ani jednego
ciasteczka, wyżarł wszystkie łakocie. Myślałam, że padnę ze śmiechu. Nie
zostawił, żadnego okruszka. Koleżanka była zła na niego, wyprowadziła go na
podwórko, a do mnie tylko szepnęła, czym ja Cię teraz ugoszczę. Ze śmiechem
wyciągnęłam z torebki najsmaczniejsze biszkopty i pierniczki mojej ulubionej
firmy ,,,Dr Gerarda”. Zaczęłyśmy się obie głośno śmiać, a Burek z nosem
przytkniętym do szyby skamlał o dopuszczenie go do kolejnych smakołyków.
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz