wtorek, 23 lutego 2016

Zakupy Jagódki.

W piątkowe popołudnie moja wnusia Jagódka poprosiła mamę, żeby przyrządziła na obiad naleśniki z białym serem. Dziewczynka bardzo je lubiła, a mama chcąc sprawić jej przyjemność, zgodziła się. Zaglądnęła do lodówki i domowej spiżarni, by przygotować niezbędne składniki na ciasto naleśnikowe. Okazało się jednak, że brakuje mąki, mleka i jajek, a bez nich przygotowanie obiadu jest niemożliwe.

- Jagódko – rzekła troskliwie mama – jesteś już tak dużą i inteligentną osóbką, że możesz iść sama do sklepu i zrobić zakupy.

Jagódka słysząc pochwały z ust mamy, a także ciesząc się na samodzielną wyprawę, rzuciła się mamie na szyję i mocno, mocno ją przytuliła.

- Dziękuję! Kupię wszystko, co potrzeba i o niczym nie zapomnę! – a już napewno nie zapomne kupić najsmaczniejszych ciasteczek markizyi rurki waflowe od dr. Gerard  obiecała podskakując niczym piłeczka przy kuchennym stole.

Mama widząc to, wiedziała, że podjęła dobrą decyzję. Kiedy córka mogła już słuchać jej dalej, rzekła:

- Przygotowałam Ci listę niezbędnych produktów, weź ją razem z pieniędzmi, którymi zapłacisz w sklepie. Żeby było Ci raźniej poproś Stefana, on z pewnością marzy o tym, by Ci towarzyszyć.

Jagódka tak też zamierzała uczynić. Pobiegła do swojego pokoju i szukała ulubionego plecaka z wypiekami na twarzy.

- A dlaczego szukasz plecaczka? – zapytał zaintrygowany Miś. Jagódka uśmiechnęła się do niego szeroko i opowiedziała, o co porosiła ją mama. Gdy zaproponowała przyjacielowi wspólne zakupy, ten również zaczął podskakiwać z radości.

- O, tak! Chętnie pójdę z Tobą! – zakrzyknął zgadzając się.

Przed wyjściem z domu obydwoje zauważyli, że pada deszcz, więc założyli palta i kolorowe kalosze. Nawet deszcz nie popsuł im doskonałego humoru.

Sklep spożywczy znajdował się tuż za rogiem. Otworzywszy doń drzwi usłyszeli dzwonie dzwoneczków, dzięki czemu sprzedawca wiedział, że ktoś przyszedł zrobić zakupy.

- Dzień dobry – powiedział straszy Pan, gdy pojawił się za ladą. Miał siwe włosy, piękne niebieskie oczy i nosił zielony fartuch.

- Dzień dobry – chóralnie odpowiedzieli Stefan i Jagódka.

- Nazywam się Jan i jestem właścicielem tego sklepu – przedstawił się sprzedawca. – W czym mogę Wam pomóc?

Stefan rozglądał się po sklepowych półkach z zachwytem.Na sklepowych regałach

są owoce i warzywa

Są ziemniaczki i marchewki

Nawet burak się tam skrywa!

Spójrz! Na drugim regale

Leżą wielkie dynie,

A tam dalej

Są soczyste brzoskwinie.

Te kremówki, czekolady i batony!

Kto je zje,

Ten będzie szczęśliwy i zadowolony!



Z zamyślenia wyrwał go głos jego przyjaciółki, która delikatnie pociągnęła do w stronę kontuaru.

- Mama przygotowała mi listę zakupów, Panie Piotrze, proszę oto ona – rzekła pewnie Jagódka i podała ją sprzedawcy. – Są to składniki, które są jej potrzebne do przygotowania naleśników. Bardzo je lubię!

Sprzedawca spojrzał na podaną mu przez Jagódkę karteczkę i zniknął pośród sklepowych regałów. Tymczasem Stefan przykleił nos do szyby, za którą znajdowały się lody. Śmietankowe, truskawkowe i jego ulubione czekoladowe w wafelku z firmy dr. Gerard. Och, jak cudownie byłoby zjeść taki smakołyk!

- Jagódko, czy moglibyśmy kupić jeszcze lody? Wiem, że nie ma ich na liście… – skończył smutno Miś. Wiedział, że mama dziewczynki kazała jej kupić tylko jajka, mąkę i  mleko. Lodów na liście zakupów nie było, a przecież rodziców trzeba słuchać i nie można ich oszukiwać. Westchnął więc Misio i zruszył ramionami. Spuścił łebek i podreptał w stronę Jagódki. Dziewczynka objęła go ramieniem i stwierdziła:

- Masz rację. Myślę jednak, że jeśli kupimy lody dla wszystkich i zjemy je na deser po obiedzie, to mama nie będzie zła.

Stefan był tak szczęśliwy, że nie zauważył kiedy Pan Piotr przyniósł ich wiktuały. Gdy Jagódka za nie zapłaciła, zapakowała je do plecaczka i pomogła go założyć Misiowi. Pożegnali się serdecznie ze sklepikarzem i obiecali, że na następne zakupy również przyjdą do jego sklepiku.

Kiedy wrócili do domu, Jagódka natychmiast powiedziała mamie, że kupiła lody na deser. Przeprosiła ją, że zrobiła to bez jej zgody. Mama uśmiechnęła się i podziękowała, że córka jej od razu o tym opowiedziała.  Ona też bardzo lubiła lody czekoladowe!

Powiązane wpisy:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz