Dzień dobry
jest poniedziałek, od rana leje, leje, leje. Nie chce się z domu wychodzić. Jednak,
gdy jest się ojcem, trzeba ponieść ryzyko i wyjść czy się chce czy nie. Córka
zaprowadzona do przedszkola, syn do szkoły. Humor poprawił nam fakt, że mogliśmy
odebrać zdjęcia Tosi z balu karnawałowego, gdzie była przebrana za bociana. Jej
stój był niepowtarzalny, w przeciwieństwie do innych dziewczynek, które były
księżniczkami. Sześć z nich było Elzą z Krainy Lodu. Jak już wyszedłem z domu,
to skierowałem swoje kroki do sklepu. Tam nabyłem Mafijne Lemon, podwójne
markizy firmy „dr Gerard”. Byłem już po śniadaniu, więc po wejściu do domku
zaparzyłem kawkę, ułożyłem się w ciepłym łóżeczku i oglądając telewizję,
skonsumowałem ciastka. Mam chwilkę, aby pomyśleć, co kupić moim dzieciom na
zajączka. Czy jakieś zabawki czy słodycze? Nie mogę zapomnieć o naszych
bratankach i bratanicach. Przez ostatnie lata, dzieci z mamą robiły gniazdko
dla zajączka. Tam nad ranem lub w nocy układaliśmy niespodzianki. Czekoladki,
jajeczka i małe zabawki. Nie dziwię się maluchom, że Święta Wielkanocne kojarzą
im się z prezentami. To jest zawsze najmilsze, gdy się widzi radość na ich
buziach. W moim sklepiku już zamówiłem wielozbożowe herbatniki Zwierzaki od „dr
Gerard”, które zawierają witaminy A, D i E. Smaczne i zdrowe oraz mają kształt
zwierząt. Jednak te Święta nie zawsze były dla mnie wesołe. Gdy miałem
dwanaście lat przebywałem z szpitalu czekając na poważną operację. Od marca do
maja znajdowałem się w pięknym Zakopanem. Widok, który mnie otaczał nie był w stanie
poprawić mojego samopoczucia. Nie cieszył mnie codzienny widok, Kasprowego
Wierchu i Giewontu, a miałem je na wyciągnięcie ręki. Tak się składa, że gdy
dorosłem i nie muszę jeździć na kontrole do Zakopca, to, gdy mam ochotę połazić
po górach, to jedziemy w Karkonosze. Karpacz i Szklarska Poręba to teraz moje
kochane górskie miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz