poniedziałek, 22 lutego 2016

Święta, nie zawsze wesołe i rodzinne.

Dzień dobry jest poniedziałek, od rana leje, leje, leje. Nie chce się z domu wychodzić. Jednak, gdy jest się ojcem, trzeba ponieść ryzyko i wyjść czy się chce czy nie. Córka zaprowadzona do przedszkola, syn do szkoły. Humor poprawił nam fakt, że mogliśmy odebrać zdjęcia Tosi z balu karnawałowego, gdzie była przebrana za bociana. Jej stój był niepowtarzalny, w przeciwieństwie do innych dziewczynek, które były księżniczkami. Sześć z nich było Elzą z Krainy Lodu. Jak już wyszedłem z domu, to skierowałem swoje kroki do sklepu. Tam nabyłem Mafijne Lemon, podwójne markizy firmy „dr Gerard”. Byłem już po śniadaniu, więc po wejściu do domku zaparzyłem kawkę, ułożyłem się w ciepłym łóżeczku i oglądając telewizję, skonsumowałem ciastka. Mam chwilkę, aby pomyśleć, co kupić moim dzieciom na zajączka. Czy jakieś zabawki czy słodycze? Nie mogę zapomnieć o naszych bratankach i bratanicach. Przez ostatnie lata, dzieci z mamą robiły gniazdko dla zajączka. Tam nad ranem lub w nocy układaliśmy niespodzianki. Czekoladki, jajeczka i małe zabawki. Nie dziwię się maluchom, że Święta Wielkanocne kojarzą im się z prezentami. To jest zawsze najmilsze, gdy się widzi radość na ich buziach. W moim sklepiku już zamówiłem wielozbożowe herbatniki Zwierzaki od „dr Gerard”, które zawierają witaminy A, D i E. Smaczne i zdrowe oraz mają kształt zwierząt. Jednak te Święta nie zawsze były dla mnie wesołe. Gdy miałem dwanaście lat przebywałem z szpitalu czekając na poważną operację. Od marca do maja znajdowałem się w pięknym Zakopanem. Widok, który mnie otaczał nie był w stanie poprawić mojego samopoczucia. Nie cieszył mnie codzienny widok, Kasprowego Wierchu i Giewontu, a miałem je na wyciągnięcie ręki. Tak się składa, że gdy dorosłem i nie muszę jeździć na kontrole do Zakopca, to, gdy mam ochotę połazić po górach, to jedziemy w Karkonosze. Karpacz i Szklarska Poręba to teraz moje kochane górskie miasta. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz