czwartek, 25 lutego 2016

Praca

Praca
W pracy trwa wysyłanie Pit-ów,  zaświadczeń do ZUS o wysokości uzyskanych przychodów, odprowadzaniu składek  zdrowotnych itp. Jest trochę z tym zabawy. Poza tym panuje jakiś paskudny wirus i dziewczyny chorują. Dwie osoby są na zwolnieniu lekarskim i ich obowiązki musiałyśmy rozdzielić między siebie. Nasza księgowa, pani Tereska, z końcem  lutego świętuje trzydziestolecie pracy zawodowej. Na tę właśnie okoliczność zrobiła przepyszny serniczek. Był to sernik nowojorski na spodzie z ciasteczek Wit! AM z solonym karmelem według przepisu znalezionego na stronie deseroteki Dr Gerarda. Ciacho było  wyśmienite. Koledzy dosłownie  pochłaniali je z tak dużym apetytem jak robią to małe dzieci. Ciamkali i sapali z zachwytem oblizując na dodatek palce hihihi. Prosili o dokładkę. Pani Tereska zachwycona tym, że jej serniczek zrobił taką furorę rozpływała się cała w uśmiechach.  Osobiście nie znam osoby, która by nie lubiła sernika pod każdą postacią. Ciasto  wyłożone na paterę  zniknęło wprost w szalonym tempie. Niezłe z nas łakomczuchy hihihi.  My jako współpracownicy kupiliśmy jubilatce torebkę ze skóry. Torebka to ładnie powiedziane, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej gabaryty. Ja z uśmiechem stwierdziłam, że jest wielkości dyplomatki i na pewno przyda się nie jeden raz do  przenoszenia dokumentów. Pani Teresce prezent bardzo się spodobał, a kiedy przeczytała życzenia (takie od serca)  na dołączonej okolicznościowej kartce, to łezka w oku się jej zakręciła.  Powiedziałabym, że zrobiło się tak rodzinnie. Wszyscy mamy wyjątkowe  szczęście pracować w tak zgranym zespole. Wiem, że atmosferę tworzą ludzie i w dużej mierze to od nas samych zależy  jaka atmosfera panuje w pracy. Uważam, że ważny jest szacunek i zaufanie do siebie nawzajem, no i oczywiście sumienne wywiązywanie się ze swoich obowiązków zawodowych. Wróciłam do domu i rozmyślałam o ludziach pracujących ze mną w tej samej firmie. O ich i mojej codzienności, o troskach i radościach. Tak rozmyślając nawet nie wiem kiedy paczka przepysznych biszkoptów z nadzieniem morelowym zrobiła się  pusta. Chyba  muszę zacząć wydzielać sobie ciasteczka  z firmy Dr Gerard, bo inaczej staną się moim słodkim nałogiem hihihi.          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz