Pogoda była prawdziwie zimowa – siarczysty mróz i
nieprzerwanie padający śnieg o grubych płatkach pora wieczorna – późny piątek –
początek weekendu. Razem z koleżanką chodziliśmy po sklepach, w których szukała
czegoś czego sama nie umiała określić. Niemniej był to wypad po mieście
obfitujący w całe spektrum barw i kształtów, pobudzających wyobraźnię lub też
podziw dla twórcy owych dziwnych rzeczy jak np. gumki w kształcie figurki
zwierzęcia lub też długopis wyglądający jak kaktus w doniczce. I tak krążąc od
jednego dziwnego miejsca do drugiego, a wśród nich było wiele nowo otwartych
placówek natrafiliśmy na miejsce wyglądające jak połączenie czekoladziarni,
cukierni i małej restauracji. Panował tam przyjemny półmrok, a w powietrzu
unosiły się niezwykle przyjemne słodkie i korzenne zapachy. Rozglądaliśmy się
razem wszędzie dookoła, podziwiając bardzo przytulny wystrój lokalu, kiedy
podeszła do nas kelnerka i zapytała nas co podać. Wzruszyliśmy ramionami i z
uśmiechem przyznaliśmy, że jesteśmy w tym miejscu pierwszy raz i do prawdy nie
mamy zielonego pojęcia. Pani z wyrozumiałą miną podała nam menu o nazwie
„Deseroteka” i nadmieniła, iż jest taka sama jak na stronie Dr Gerarda. Widząc skład podanych tam
smakołyków oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że wiele propozycji było równie kuszących. W końcu nie
umiejąc się na nic zdecydować poprosiliśmy kelnerkę o pomoc. Zaproponowała nam
pozycję która jest bestsellerem w tej
miejscówce, a mianowicie „Shake waniliowy z MARKIZAMI MAFIJNYMI”. Przygotowanie
deserów trwało niesamowicie krótko i już po chwili mogliśmy rozkoszować się ich
smakiem. Były wyborne. Dopiero po ich wypiciu zdaliśmy sobie sprawę, że w zimę
wypiliśmy coś zimnego i wyjście teraz groziłoby przeziębieniem. Nienasyceni
jeszcze pod względem potrzeb, na spożycie słodyczy zamówiliśmy po szklance
ciepłej czekolady. Kosztowała niewiele, mimo temperatury wypiliśmy ją duszkiem
i rozgrzani, dziękując ruszyliśmy w stronę autobusu, który zawiezie nas do domu
bo już było bardzo późno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz