Przyszliśmy na pół
godziny przed meczem. Mariusz czekał z niecierpliwością, bo obawiał się że się
spóźnimy – a on tego nie lubi. Inna rzecz, kiedy sytuacja jest odwrotna – i to
oni z Dorotą mają przyjść w gości… Nie przypominam sobie sytuacji, aby się choć
raz nie spóźnili. Tym razem dopilnowałem tego, aby Gośka przygotowała wszystko
na czas. Tym razem było wszystko w porę. Nawet mieliśmy więcej czasu i mogliśmy
wejść do sklepu aby kupić coś „na wszelki wypadek”. Mariusz – jak zawsze
zresztą – zaznaczał aby absolutnie niczego nie kupować! Ale przecież z drugiej
strony – każdy swoje wie… Po przywitaniu się, chwilę pogadaliśmy i zaczął się
mecz. Mariusz podkręcił głośność telewizora prawie na full. Kobiety usiadły
sobie po drugiej stronie a tym co działo się w tv – nie interesowały się wcale.
Gdyby była to jakakolwiek beznadziejna telenowela, to oka nie spuściłyby z
ekranu! Dorota podała jakieś pyszne ciastka. Bardzo mi one zaimponowały i zaraz
zapytałem, co to za smakołyk. Dorota bardzo ucieszyła się z tego że tak mi
smakują – i z radością odpowiedziała: „Kremisie – czarna czekolada” które
produkuje firma – Dr. Gerard. Mecz był nerwowy, bo prawie cały czas
przegrywaliśmy – prawie tradycyjnie – to jedną, to dwiema bramkami. Dopiero pod
koniec pierwszej połowy doprowadziliśmy do remisu. Ciastka znikały
błyskawicznie, bo z Mariuszem w przypływie emocji sięgaliśmy po nie
intuicyjnie. Kiedy sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy, Mariusz głęboko
odetchnął i siorbnął spory łyk herbaty. Dorotka podała w przerwie paszteciki z
kremem paprykowym, rzeżuchą i krakersami Dr. Gerard. Były wyśmienite –
zwłaszcza te „Krakersy”! Rozpoczęła się druga połowa meczu. Emocje sięgały zenitu,
bo na przemian – to nieznacznie wygrywaliśmy, to znów traciliśmy prowadzenie!
Mariusz był tak zdenerwowany, że pot lał się z niego strugami. Było 10 sekund
do końca a na tablicy widniał remis. Rozgrywaliśmy akcję… Jeszcze dwie sekundy –
rzut – i gol!!! Na sekundę przed końcem prowadziliśmy jedną bramką – i tak już
zostało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz