niedziela, 28 lutego 2016

duże mocje i pyszne ciastka




   Przyszliśmy na pół godziny przed meczem. Mariusz czekał z niecierpliwością, bo obawiał się że się spóźnimy – a on tego nie lubi. Inna rzecz, kiedy sytuacja jest odwrotna – i to oni z Dorotą mają przyjść w gości… Nie przypominam sobie sytuacji, aby się choć raz nie spóźnili. Tym razem dopilnowałem tego, aby Gośka przygotowała wszystko na czas. Tym razem było wszystko w porę. Nawet mieliśmy więcej czasu i mogliśmy wejść do sklepu aby kupić coś „na wszelki wypadek”. Mariusz – jak zawsze zresztą – zaznaczał aby absolutnie niczego nie kupować! Ale przecież z drugiej strony – każdy swoje wie… Po przywitaniu się, chwilę pogadaliśmy i zaczął się mecz. Mariusz podkręcił głośność telewizora prawie na full. Kobiety usiadły sobie po drugiej stronie a tym co działo się w tv – nie interesowały się wcale. Gdyby była to jakakolwiek beznadziejna telenowela, to oka nie spuściłyby z ekranu! Dorota podała jakieś pyszne ciastka. Bardzo mi one zaimponowały i zaraz zapytałem, co to za smakołyk. Dorota bardzo ucieszyła się z tego że tak mi smakują – i z radością odpowiedziała: „Kremisie – czarna czekolada” które produkuje firma – Dr. Gerard. Mecz był nerwowy, bo prawie cały czas przegrywaliśmy – prawie tradycyjnie – to jedną, to dwiema bramkami. Dopiero pod koniec pierwszej połowy doprowadziliśmy do remisu. Ciastka znikały błyskawicznie, bo z Mariuszem w przypływie emocji sięgaliśmy po nie intuicyjnie. Kiedy sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy, Mariusz głęboko odetchnął i siorbnął spory łyk herbaty. Dorotka podała w przerwie paszteciki z kremem paprykowym, rzeżuchą i krakersami Dr. Gerard. Były wyśmienite – zwłaszcza te „Krakersy”! Rozpoczęła się druga połowa meczu. Emocje sięgały zenitu, bo na przemian – to nieznacznie wygrywaliśmy, to znów traciliśmy prowadzenie! Mariusz był tak zdenerwowany, że pot lał się z niego strugami. Było 10 sekund do końca a na tablicy widniał remis. Rozgrywaliśmy akcję… Jeszcze dwie sekundy – rzut – i gol!!! Na sekundę przed końcem prowadziliśmy jedną bramką – i tak już zostało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz