Między styczniem a lutym nadszedł czas kiedy moim znajomym
rozpoczęły się ferie, a ja na tą okazję wziąłem sobie urlop w pracy. Uznaliśmy
wspólnie, że wybierzemy się w góry. Każdy poświęcił jeden dzień na
skompletowanie ubrań i odkurzenie swojego snowboardu leżącego gdzieś zakopanego
gratami w piwnicy. Następnego dnia już w pełnym rynsztunku ruszyliśmy w
kierunku przystanku tramwajowego, skąd mieliśmy trafić na dworzec. Po drodze
zakupiliśmy cały zapas słodyczy na kilka dni – KAKAOWE i ŚMIETANKOWE WAFELKI Dr
Gerarda. Kiedy każdy poupychał smakołyki do plecaka ruszyliśmy w kierunku
budynku dworca. Ledwo zeszliśmy na peron i pociąg właśnie podjeżdżał. Udało nam
się znaleźć wolne miejsca, wrzuciliśmy plecaki i sprzęt na półeczki nad nami i
pociąg ruszył po szynach. Niebawem się przekonaliśmy, że nie był to zwykły
pociąg – po chwili z głośników nad nami wydobyły się nuty wesołej i spokojnej
muzyki. Jako, że dawno z kolegami się
nie widzieliśmy zbudowała ona świetny nastrój do rozmów o tym co u kogo
słychać i co się działo między ostatnim spotkaniem a dzisiejszym. Jako, że
lista utworów była długa i starczyła na całą podróż nawet nie zauważyliśmy
kiedy minęło te parę godzin gdy trafiliśmy na miejsce. Poubieraliśmy się
pośpiesznie, zabraliśmy snowboardy i ruszyliśmy w górę do schroniska, które
czekało nas parę kilometrów idąc w górę. Sypał śnieg i był już wieczór, ale
szlak tam prowadzący był dobrze wydeptany i bez problemu się poruszaliśmy w
stronę malutkiego punkcika gdzie świeciło się światło widoczne z daleka. I tak
pieszo wspinając się pod górę dla dodania sobie otuchy i aby zapomnieć o mrozie
opowiadaliśmy sobie kawały i z uśmiechem na ustach zbliżaliśmy się do naszego
punktu docelowego. W pewnym momencie kiedy już trafiliśmy na miejsce
ustaliliśmy, że aby zniwelować zmęczenie wypijemy sobie herbatki z prądem i
dokończymy WAFELKI Dr Gerarda zakupione na podróż. Rozgrzewając się herbatką i
przegryzając WAFELKAMI jeszcze chwilę siedzieliśmy w śpiworach po czym grzejąc
się przy kominku zasnęliśmy głębokim snem. Nazajutrz ruszyliśmy na wyciąg z
kolejną porcją zakupionych słodyczy na miejscu i snowboardami, cały dzień
spędzając zjeżdżając z różnych stron stoku i delektując się słodkimi specjałami
. I tak co dnia na innym stoku a co noc w innym schronisku spędziliśmy wesoło
resztę ferii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz