poniedziałek, 29 lutego 2016

„Z Dr Gerardem w górach”


Między styczniem a lutym nadszedł czas kiedy moim znajomym rozpoczęły się ferie, a ja na tą okazję wziąłem sobie urlop w pracy. Uznaliśmy wspólnie, że wybierzemy się w góry. Każdy poświęcił jeden dzień na skompletowanie ubrań i odkurzenie swojego snowboardu leżącego gdzieś zakopanego gratami w piwnicy. Następnego dnia już w pełnym rynsztunku ruszyliśmy w kierunku przystanku tramwajowego, skąd mieliśmy trafić na dworzec. Po drodze zakupiliśmy cały zapas słodyczy na kilka dni – KAKAOWE i ŚMIETANKOWE WAFELKI Dr Gerarda. Kiedy każdy poupychał smakołyki do plecaka ruszyliśmy w kierunku budynku dworca. Ledwo zeszliśmy na peron i pociąg właśnie podjeżdżał. Udało nam się znaleźć wolne miejsca, wrzuciliśmy plecaki i sprzęt na półeczki nad nami i pociąg ruszył po szynach. Niebawem się przekonaliśmy, że nie był to zwykły pociąg – po chwili z głośników nad nami wydobyły się nuty wesołej i spokojnej muzyki. Jako, że dawno z kolegami się  nie widzieliśmy zbudowała ona świetny nastrój do rozmów o tym co u kogo słychać i co się działo między ostatnim spotkaniem a dzisiejszym. Jako, że lista utworów była długa i starczyła na całą podróż nawet nie zauważyliśmy kiedy minęło te parę godzin gdy trafiliśmy na miejsce. Poubieraliśmy się pośpiesznie, zabraliśmy snowboardy i ruszyliśmy w górę do schroniska, które czekało nas parę kilometrów idąc w górę. Sypał śnieg i był już wieczór, ale szlak tam prowadzący był dobrze wydeptany i bez problemu się poruszaliśmy w stronę malutkiego punkcika gdzie świeciło się światło widoczne z daleka. I tak pieszo wspinając się pod górę dla dodania sobie otuchy i aby zapomnieć o mrozie opowiadaliśmy sobie kawały i z uśmiechem na ustach zbliżaliśmy się do naszego punktu docelowego. W pewnym momencie kiedy już trafiliśmy na miejsce ustaliliśmy, że aby zniwelować zmęczenie wypijemy sobie herbatki z prądem i dokończymy WAFELKI Dr Gerarda zakupione na podróż. Rozgrzewając się herbatką i przegryzając WAFELKAMI jeszcze chwilę siedzieliśmy w śpiworach po czym grzejąc się przy kominku zasnęliśmy głębokim snem. Nazajutrz ruszyliśmy na wyciąg z kolejną porcją zakupionych słodyczy na miejscu i snowboardami, cały dzień spędzając zjeżdżając z różnych stron stoku i delektując się słodkimi specjałami . I tak co dnia na innym stoku a co noc w innym schronisku spędziliśmy wesoło resztę ferii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz