Pobyt w Inowrocławiu
Właśnie odwiozłam ojca do sanatorium „Kujawiak” w Inowrocławiu. Towarzyszyła nam mama. Ojciec zaopatrzony jak by wyjeżdżał na cały rok, bezpiecznie i na czas stawił się w ośrodku. Zgłosiliśmy się do recepcji. Tam dopełniliśmy reszty formalności. Ojciec dostał kartę (klucz) do swojego pokoju. Pokój był dwuosobowy. Ładny, funkcjonalnie umeblowany z telewizorem, malutką lodówką i balkonem. Przy pokoju była niewielka łazienka z kabiną prysznicową. Wszędzie było czysto i jasno. Współlokator ojca wydał się pogodnym i spokojnym człowiekiem. W czasie kiedy tata czekał na konsultację lekarską, pomogłam rozpakować jego rzeczy. Wiem, że pobyt w sanatorium ma trwać 28 dni, ale ilość przywiezionej garderoby jest znacznie przesadzona. To samo dotyczy zapasu jedzenia. Rozumiem tą kawę, herbatę , liczne ciasteczka z firmy Dr Gerard, soki owocowe ale masło i wędlina to przesada. Przecież dzisiaj wszystko można kupić bez problemu, więc po co to taszczyć z drugiego końca Polski. Wiem, że ojciec uwielbia te wszystkie Yes! z cynamonem, Yes! z czarnuszką, z kminkiem i sezamem, ale jestem przekonana, że produkty firmy Dr Gerard są również dostępne w sklepach tego miasta. No ale co tam, niech ma. Po badaniu ojciec dostał plan posiłków i listę zabiegów. Brzmiało to wszystko sensownie i zachęcająco. Poszliśmy we trójkę zapoznać się z usytuowaniem gabinetów zabiegowo-rehabilitacyjnych, sali gimnastycznej, basenu i stołówki. Przy okazji znaleźliśmy bibliotekę, punkt planowania zabiegów i kawiarnię. Obiekt był duży, posiadał sporo łączników, więc miałam obawy czy ojciec się w tam nie zgubi. Co prawda na każdym rogu są znaki informacyjne, ale trzeba zwracać na to uwagę. Mój ojciec nie ma takiego nawyku. Spróbowałam go na to uwrażliwić. Mam nadzieję, że da sobie radę. Poszliśmy na krótki spacer do parku przylegającego do sanatorium. Park piękny, zadbany, z ładnymi alejkami i mnóstwem ławeczek. Okazałe stare drzewa dawały schronienie wiewiórkom. Te były tak nauczone dostawania od ludzi smakołyków, że zupełnie się ich nie bały. Tężnie kusiły swoim widokiem i mikro klimatem. Na ustach osadzała się słona mgiełka. Myślę, że ojcu będzie tu dobrze. Liczę na to, że jego stan zdrowia się poprawi. Za dwa tygodnie odwiedzi go brat z rodziną i mamą. Teraz sama mam ochotę na aromatyczną kawę i świeżutkie, chrupiące rurki waflowe z firmy Dr Gerard. Posiedzieliśmy jeszcze z godzinkę, a potem zostawiliśmy ojca pod dobrą opieką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz