Galaretka była
gotowa na podwieczorek. Smakowała wyjątkowo! Za chwilę – jak kumpel do kumpla –
przyszedł Janusz. Załapał się nawet jeszcze na kawałek galaretki – i nawet
bardzo ją pochwalił! Musiała być rzeczywiście wyjątkowo smaczna, bo Janusz jest
szczery do bólu i jak kawa na ławę, mówi, wylewając wprost to co myśli. Zaproponowałem herbatę.
Janusz zrobił głupią minę… Jest wyjątkowym smakoszem „jasnego” z pianką.
Zapytał czy nie mam czegoś bardziej konkretnego. „Mam jeszcze kawę!” –
Odpowiedziałem. Zrobił jeszcze głupszą minę… Wstał i powiedział że zaraz będzie
z powrotem. Wypadł jak huragan – nawet nie zdążyłem powiedzieć ani słowa.
Tak się złożyło, że nie miałem już nic do piwa… Pozostały mi tylko aromatyczne słodkie „Witaminki” i „Biszkopty” – wszystkie z firmy Dr. Gerard. Przez okno widziałem, jak kolega „J-23”, bez parasola zasuwa pospiesznie do sklepu. Dosłownie w trzy minuty był już z powrotem, z 4-packiem w ręku. Z całkiem odmiennym humorem, w uśmiechu od ucha do ucha, zaczął opowiadać – chyba już po raz setny - o tym, jak to w dawnych czasach „za komuny” jeszcze, spotkał znajomego milicjanta:
Tak się złożyło, że nie miałem już nic do piwa… Pozostały mi tylko aromatyczne słodkie „Witaminki” i „Biszkopty” – wszystkie z firmy Dr. Gerard. Przez okno widziałem, jak kolega „J-23”, bez parasola zasuwa pospiesznie do sklepu. Dosłownie w trzy minuty był już z powrotem, z 4-packiem w ręku. Z całkiem odmiennym humorem, w uśmiechu od ucha do ucha, zaczął opowiadać – chyba już po raz setny - o tym, jak to w dawnych czasach „za komuny” jeszcze, spotkał znajomego milicjanta:
- Gdzie idziesz – Henek?
- a, a – jedziemy na szkolenie…
- A po co tę futrynę targasz?!
- A, a, a… Czym będę piwo otwierał…?!
Zrobiłem minę numer 173 – czyli sztuczny uśmiech, bo ile
razy można się śmiać z tego samego kawału…? Janusz za to, jakby opowiadał to
pierwszy raz, zachodził się ze śmiechu. W końcu ten śmiech Janusza, tak też mnie
rozbawił, że zacząłem się śmiać autentycznie… Było ciepło – znacznie za ciepło
jak na trzecią dekadę lutego. Coś zaczęło gwałtownie stukać o parapet… Zaczęło
bardzo intensywnie padać… Kolega „J-23” z zadowoleniem patrzył przez okno na
krzątających się ludzi. Popijał z kufla złocisty napój, maczając przydługawe
wąsy w pianie – a od czasu do czasu zagryzał przyjemnie pachnące, oraz
wyjątkowo smaczne ciastko Dr. Gerarda…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz