Stare powiedzenie mówi, iż „Wszystko co dobre szybko się
kończy” i tym razem również się potwierdziło. Piątek i sobota tak szybko
minęły, jakby jeden dzień.
W niedzielę tradycyjnie bratanek z samego rana zrobił
wszystkim pobudkę i nie było zmiłuj się, łobuz chciał jak najwięcej czasu
spędzić z ciocią i wujkiem, całkiem zrozumiałe.
Brat obiecał w sobotę, iż na nasz odjazd ze strony Dr Gerarda
z „Deseroteki” przyrządzi jakiś deser na pożegnanie. Na godzinę przed odjazdem
brat z synem przynieśli z kuchni okrągłą tortownicę, a w środku mieniąca się
kilkoma kolorami galaretka, a przez galaretkę prześwitywały ciasteczka w
kształcie zwierząt. Dopiero po zrobieniu kawy i pokrojeniu Deseru brat
pochwalił się, że jest to „Sernik na zimno z tęczowych galaretek ze ZWIERZAKAMI
MAŚLANYMI” oczywiście wytypowany przez syna z Deseroteki Dr Gerarda.
Na stole były jeszcze RURKI WAFLOWE i ulubione KREMISIE
bratanka.
Weekend minął nam mało, że na wesoło z bratankiem, to jeszcze
na słodko z Dr Gerardem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz