Witam.
Kilka dni temu , wieczorem kiedy miałam kłaść się już spać, zadzwonił telefon.
W słuchawce usłyszałam błagalny głos koleżanki, która prosiła mnie o pomoc.
Prośba dotyczyła zaopiekowania się jej dwójka małych dzieci, i to już teraz.
Nie myślałam długo. Zgodziłam się i już jechałam do niej. Koleżanka otrzymała
telefon ze szpitala, że zachorowała jej mama. Kiedy weszłam do jej mieszkania,
ona pośpiesznie wyszła. Tylko w biegu krzyknęła , rozgość się. Przywitały mnie
dwa małe aniołki. Bliźniaczki stały z misiami w dłoni i miały oczy pełne łez.
Przytuliłam je i zabrałam do ich pokoju. Powinny już spać, ale nie chciały.
Przez chwilę myślałam, co by z nimi zrobić. Poszłyśmy do kuchni , przygotowałam
kubeczki z pysznym soczkiem , a dla siebie kawę. W tym momencie przypomniałam
sobie, o ciastkach w mojej torebce. Wieczorem wracając do domu, wstąpiłam do
sklepu i kupiłam dwie paczki ulubionych ciastek moich dzieci czyli Kremisie
,,Dr Gerard”. Wyciągnęłam je z torebki i wysypałam na talerzyk. Zaproponowałam
małym damom zabawę z misiami. Na stole przygotowałyśmy z kubków i plastikowych
talerzyków chatkę i umieściliśmy w nich Kremisie. Była to Kremisiowa chatka. Dziewczynki
z apetytem zjadały Kremisie i śmiały się
w głos. Ja opowiadałam różne bajeczki z udziałem misiów. Było zabawnie,
dziewczynki były szczęśliwe. Po pewnym czasie zaczęły przecierać rączkami
oczka. Zaproponowałam, by Kremisiowa chatka czekała na nie rano , a one udały
się z jednym z misi spać. I tak było. Zasnęły bardzo szybko trzymając w rączce
pyszne kruche ciasteczko Kremisia ,,Dr Gerarda”. Około północy przyjechała
koleżanka. Powiedziała mi , że już jest wszystko dobrze z jej mamą.
Podziękowała mi wręczając paczkę ciastek ,,Dr Gerarda”. Były to Kremisie.
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz