środa, 10 sierpnia 2016

Kremisiowa chatka

Witam. Kilka dni temu , wieczorem kiedy miałam kłaść się już spać, zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałam błagalny głos koleżanki, która prosiła mnie o pomoc. Prośba dotyczyła zaopiekowania się jej dwójka małych dzieci, i to już teraz. Nie myślałam długo. Zgodziłam się i już jechałam do niej. Koleżanka otrzymała telefon ze szpitala, że zachorowała jej mama. Kiedy weszłam do jej mieszkania, ona pośpiesznie wyszła. Tylko w biegu krzyknęła , rozgość się. Przywitały mnie dwa małe aniołki. Bliźniaczki stały z misiami w dłoni i miały oczy pełne łez. Przytuliłam je i zabrałam do ich pokoju. Powinny już spać, ale nie chciały. Przez chwilę myślałam, co by z nimi zrobić. Poszłyśmy do kuchni , przygotowałam kubeczki z pysznym soczkiem , a dla siebie kawę. W tym momencie przypomniałam sobie, o ciastkach w mojej torebce. Wieczorem wracając do domu, wstąpiłam do sklepu i kupiłam dwie paczki ulubionych ciastek moich dzieci czyli Kremisie ,,Dr Gerard”. Wyciągnęłam je z torebki i wysypałam na talerzyk. Zaproponowałam małym damom zabawę z misiami. Na stole przygotowałyśmy z kubków i plastikowych talerzyków chatkę i umieściliśmy w nich Kremisie. Była to Kremisiowa chatka. Dziewczynki z apetytem zjadały Kremisie i  śmiały się w głos. Ja opowiadałam różne bajeczki z udziałem misiów. Było zabawnie, dziewczynki były szczęśliwe. Po pewnym czasie zaczęły przecierać rączkami oczka. Zaproponowałam, by Kremisiowa chatka czekała na nie rano , a one udały się z jednym z misi spać. I tak było. Zasnęły bardzo szybko trzymając w rączce pyszne kruche ciasteczko Kremisia ,,Dr Gerarda”. Około północy przyjechała koleżanka. Powiedziała mi , że już jest wszystko dobrze z jej mamą. Podziękowała mi wręczając paczkę ciastek ,,Dr Gerarda”. Były to Kremisie. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz