Frodo i kłopoty
Mój pies ma zapalenie ucha. Właśnie wróciliśmy od weterynarza i jestem lżejsza o kolejną stówkę. Mój kochany labrador podczas mojego pobytu w Londynie szalał pod opieką mojego ojca po całej okolicy. Pływał niezmordowanie w pobliskiej rzece. No i efekty tego wodnego szaleństwa są już widoczne. Trzepie uszami, skomle żałośnie kiedy dotknę prawego ucha. Ewidentne oznaki zalania ucha podczas wodnego szaleństwa. Labradory uwielbiają pływać, ale mają skłonności do choroby uszu. Ja zawsze po takich wodnych eskapadach starannie wycieram mu uszy papierowym ręcznikiem a i tak nie zawsze uda się zapobiec zalaniu ucha. Ojciec o tym nie pomyślał i oczywiście ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Uspakajam ojca, że przecież nic strasznego się nie stało, że to nie jego pierwszy problem z uszami itd. Pies u rodziców miał świetną opiekę, lepszą niż u mnie. Miał więcej swobody, mógł biegać do woli, poprawić kondycje, same plusy. Teraz jedynie trzeba podawać maść i pilnować, aby ojciec w poczuciu winy nie karmił go dodatkowo smakołykami. Ten łobuz wykorzysta każdą sytuację, aby coś od nas wyżebrać. Sama, kiedy jadłam chrupiące krakersy classic z firmy Dr Gerard, dałam mu jedno ciastko. Potrafi zrobić taką słodką minkę biednego stworzenia, że człowiek mimo, że zna te jego sztuczki, to i tak się na nie łapie. Te jego smutne oczy, klapnięte ucho i wyczekująca, uległa postawa, to coś co łapie za serce każdego właściciela psa. No, ale już dosyć pisania o moim psie. Idę do przytulnej kuchni moich rodziców. Tam już są wyłożone na piękną starą paterę smaczne pryncypałki i ciasteczka śmietankowe z firmy Dr Gerard. Na stole stoi dzban pełen gorącego kakao. Wystarczy tylko usiąść, rozmarzyć się wspomnieniami z dzieciństwa. Gorący kubek w dłoniach, kromka świeżego chleba z domowym dżemem i do tego deser w postaci znakomitych ciasteczek z firmy Dr Gerard. No i nic więcej do szczęścia mi na ten moment nie potrzeba. Powiedzcie sami czy jest jeszcze gdzieś …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz