Olimpia 2
No muszę przyznać, że festiwal piwa w Londynie był nie lada wydarzeniem. Sporo interesujących ludzi, muzyka klasyczna w tle. Jeszcze w takiej atmosferze nigdy nie słuchałam utworów Mozarta, Vivaldiego czy Bacha. Bardzo ciekawe przeżycie. Zaraz przy wejściu poproszono nas o bagaż do zeskanowania, mam tu na myśli moją torebkę i Filipa saszetkę. Względy bezpieczeństwa przede wszystkim. Rozumiem tą podwyższoną czujność służb ochroniarskich. Ostatnie wydarzenia w Europie pokazały nam okrucieństwo i nieprzewidywalność terrorystów. Służby czuwające nad naszym bezpieczeństwem były wyraźnie widoczne, ale nie nachalne. Czuliśmy się bezpiecznie. Atmosfera takiego luzu z klasą. Głównym celem festiwalu było promowanie swoich produktów i dobra zabawa. Oczywiście przedstawicieli browarów zachęcających do kosztowania swoich trunków było tak dużo, że nie sposób ich zliczyć. Ja nie przepadam akurat za piwem, ale Filip to co innego. Niektórymi wręcz się zachwycał, na inne kręcił nosem. Było dużo nowości z tej branży. Co do jednego byliśmy zgodni, jedzenie było paskudne. Hamburgery z mięsem twardym jak podeszwa, kiepsko jak dla nas przyprawione, sosy jakieś kwaśne, frytki ociekające tłuszczem, brr ohyda. Dobrze, że zabraliśmy ze sobą krakersowe kanapki paprykowe z firmy Dr Gerard, bo byłoby z nami kiepsko. Taka ilość piwa i bez jedzenia to dość niebezpieczna opcja. Filip miał rację mówiąc, że lepiej przywieźć ze sobą smaczne ciasteczka listki deserowe i krakersy classic z firmy Dr Gerard, niż potem kręcić nosem. Oczywiście w londyńskich sklepach jest mnóstwo różnych, bardzo dobrych słodyczy. Na festiwalu jednak ich nie było. Dni spędzone w Londynie były wyczerpujące i są już historią. Teraz czas na powrót do normalnego życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz