Od
paru tygodni przygotowywaliśmy się do gminnych dożynek. Ja należe do koła
gospodyń wiejskich. Razem z moimi gospodyniami robiłam wieniec. Od wiosny
zbierałam pszenice, żyto jęczmień i inne potrzebne roślinki. Każda z nas coś
przyniosła. Dodatkowe kompozycje kupiliśmy na placu, a stelarz wykonał sąsiad.
Spotykaliśmy się w soboty po południu w klubie gospodyń. Długo
się zastanawialiśmy jak tegoroczny wieniec ma wyglądać. Ja niestety nie mam
talentu artystycznego, ale służę pomocą. Polegaliśmy na starszej pani, która co
roku kieruje wykonaniem wieńca. Dużo się od niej nauczyliśmy. Oprócz pracy przy
wykonywaniu tego typu rzeczy mamy spotkania z różnymi artystami. Często też
pijemy kawę lub herbatę. Każda z nas od czasu do czasu coś słodkiego przyniesie.
Ja bardzo lubię wypieki Dr. Gerarda. Dlatego częstuje moje koleżanki precelkami
kakaowymi, a innym razem ciastkami śmietankowymi. Zmieniam rodzaj ciastek, ale
wszystkie są od tego samego producenta. Przypominamy
sobie piosenki ludowe, które śpiewane są na dożynkach. W końcu ukończyliśmy
piękny wieniec. Stoi na honorowym miejscu i czeka na uroczyste wniesienie go do
kościoła. W niedziele gospodynie z sąsiednich wiosek przyniosły wszystkie
zebrane plony w kształcie wieńców. Nasz wieniec stał jako pierwszy. Po mszy
uroczyście wyruszył barwny korowód na przygotowany plac. Każda wieś miała
zaprezentować swój artystyczny wyrób. W ten sposób odbywał się konkurs na
najpiękniejszy wieniec. Nasz plon zajął dopiero czwarte miejsce na dziesięć.
Pomimo tego była miła atmosfera i fajna zabawa. Przyszło dużo osób z małymi
dziećmi. Można było kupić sobie coś do picia i jedzenia. Nawet punk sanitarny
zachęcał do zbadania ciśnienia, cukrzycy. Wieczorem występowały znane zespoły
muzyczne i odbywała się zabawa na świeżym powietrzu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz